#7 O potrzebie cierpliwości więcej

Wiecie, co najbardziej lubię w mojej relacji z Pawłem? Że w zasadzie nie ma takiej chwili, której nie moglibyśmy przekształcić w dwugodzinną rozmowę na temat pomysłów i planów dotyczących naszego wydawnictwa. To nie jest tak, że traktujemy te rozmowy jak zło konieczne — my to naprawdę lubimy. I tak od słów: „trzeba wyjść z psem na spacer” przechodzimy do czasami niekończących się dyskusji odnośnie do tego, który z naszych pomysłów (a najczęściej JEGO, nie będę ukrywać) warto zacząć realizować już teraz, a z którym należałoby jeszcze trochę poczekać. Niekiedy nie zdążymy przez to wyprowadzić psa i musimy sprzątać po jego chwilowym sprzeniewierzeniu się przeciwko nam. Wychodzi na to, że podobnie jak my — chłopak ma ograniczone zasoby cierpliwości  

Dużo takich wyżej opisanych rozmów przeprowadzaliśmy w momentach oczekiwania na realizację zadań związanych z naszym projektem, które powierzyliśmy osobom trzecim. Pani Martyna zrobiła cudowną pracę, projektując nasz blogowy szablon — sami musicie to przyznać. Zajęło jej to lekko ponad miesiąc, ale jeżeli mielibyśmy czekać tyle znowu, nie wahalibyśmy się ani sekundy. Już wtedy czuliśmy, że warto się uzbroić w cierpliwość i nie zawiedliśmy się. Czas poświęcony na wszelkie informacje zwrotne z naszej strony czy poprawki ze strony pani Martyny możemy zdecydowanie określić jako bardzo dobrze wykorzystany.

Staraliśmy sobie zorganizować ten okres w jakiś pożyteczny sposób. Nawet ja na tamtym etapie miałam już potrzebę działania i coraz rzadziej można było ode mnie usłyszeć słowa: „Ziom, chill. Jest na to jeszcze dużo czasu”. Paweł podjął więc rozmowy ze znajomym informatykiem, który miał zająć się zaprojektowaniem naszego bloga na Wordpressie i umieszczeniem na nim gotowego autorskiego szablonu. Od początku chcieliśmy się wyróżniać, a wiedzieliśmy, że sami jesteśmy w tym obszarze jak dzieci we mgle. Postawiliśmy więc na pomoc z zewnątrz.

Kiedy już dostaliśmy gotowy szablon od naszej ilustratorki, zaczęła się cała zabawa, w której główną rolę odgrywał Marcin. W związku z faktem, że robił to po godzinach i nieodpłatnie, nie czuliśmy, że mamy prawo go w jakikolwiek sposób popędzać. Owszem, mogliśmy zapłacić komuś, żeby to zrobił dużo szybciej, ale wydając książkę metodą self-publishingu bierzecie pod uwagę wszelkie koszta, jakie można sobie w jakikolwiek sposób ograniczyć. Jeżeli jest szansa na to, żeby zrobił coś dla Was ktoś znajomy – skorzystajcie (oczywiście jeśli ma do tego wystarczające umiejętności). My stwierdziliśmy, że to jest jeden z takich właśnie elementów.

Początkowo mieliśmy czekać około dwóch tygodni na to, aż nasza strona będzie gotowa. Byliśmy jednak przygotowani na — kolokwialnie rzecz ujmując — „obsuwy”. W żaden sposób nie pomogło nam się to mniej niecierpliwić, był to jednak poślizg, z którym jakoś się pogodziliśmy. Nie mieliśmy wyjścia.

To oczekiwanie zamieniliśmy na szkolenie się w zakresie obsługiwania WordPressa. Zainwestowaliśmy śmieszne pieniądze w internetowy kurs, który miał nas — absolutnych laików — przekształcić w osoby, które będą potrafiły w dużo bardziej profesjonalny sposób obsługiwać własną stronę internetową. Chyba nie idzie nam tak źle .

Proces samodzielnego przygotowywania książki do wejścia na rynek — bez względu na to, ile frajdy sprawia takim zapaleńcom jak my — wymaga więc dosyć pokaźnych zasobów cierpliwości. Zwłaszcza jeśli nie jesteście w stanie zająć się wszystkim na własną rękę. Wsparcie osób, które znają się dobrze na tym, co robią, a co będzie Wam potrzebne w procesie self-publishingu jest trudne do przecenienia. Ja i Paweł już szykujemy się na kolejne takie etapy, jak choćby skład i łamanie czy sam druk powieści. Paradoksalnie — trochę nie możemy się doczekać .

Martyna

Please follow and like us: