12. Noc Kupały

Aga Skrzypczak

Noc Kupały.

„Słowiańskie walentynki”, jak przyjęło się nazywać Noc Kupały, to wyjątkowe święto o bardzo
bogatej tradycji. Nie ma wśród Was chyba osoby, która nigdy nie spotkała się choćby ze wzmianką o
poszukiwaniach legendarnego kwiatu paproci, puszczaniu wianków na wodzie, czy skokach przez
strzelające ku niebu ogniska. O wszystkich tych rzeczach, jak również o tych mniej znanych – jak
choćby o siłach przypisywanych bylicy, krzaczkom cząbru, czy o zwyczajowi ścinania kani –
opowiadałam w nagraniu. Z racji tego, że mamy już lato, wątpię, by wielu z Was miało ochotę
zawracać sobie głowę czytaniem, stąd dzisiejszy wpis będzie tylko krótkim (naprawdę krótkim!)
uzupełnieniem tamtych treści o kilka ciekawostek.

Jak mówiłam na filmie, podczas Nocy Kupały woda ma posiadać magiczne, oczyszczające
właściwości. Noc Świętojańska, która miała zastąpić te pogańskie wierzenia, dostosowała do siebie te
dawne zwyczaje. Poświęcone akweny wodne miały służyć ludziom jako pomoc w obmyciu się z
grzechów, jednak nie zapominano również o tych, które wielu osobom były najbliższe. Wedle
zwyczaju w nocy z 23 na 24 czerwca należało wsypać do przydomowych studni garść soli poświęconej
podczas dnia świętej Agaty, aby zabezpieczyć je od wszelkiego robactwa. Tylko wtedy ten zabieg miał
spotęgować wewnętrzne właściwości oczyszczające wody.

Podczas Sobótki szczególnych właściwości nabierały również wszelkie rośliny, stąd wiara, że
zerwane podczas niej zioła mają o wiele silniejsze działanie niż normalnie. Dodatkowo fakt nasycenia
roślinności mocą wpływał na to, że chętniej używano ich do przeprowadzania wróżb. Nie tylko cząber
miał być tego dnia pomocny – równie chętnie powierzano swe losy kwiatom dzikiego bzu, rumianku,
czy nawet pospolitego szczypiorku.

Co zaś do samego nazewnictwa „Sobótki”… Czy wiecie, skąd wzięła się jej nazwa? Według
pojawiających się miejscami podań, pochodzi ona od dziewczyny o takim właśnie imieniu, zakochanej
z wzajemnością w mężczyźnie – Sieciechu. Byli sobie obiecani, a najkrótsza noc w roku miała być
czasem, gdy w końcu mieli zostać sobie poślubieni. Niestety, gdy Sieciech był daleko od domu, wrogie
plemię napadło ich wioskę, a sama Sobótka zginęła w wyniku tego ataku, przeszyta strzałą prosto w
serce… Mniej romantyczna wersja mówi, że nazwa ta została nadana przez Kościół, by podkreślić
sabatowy charakter tych corocznych pogańskich zgromadzeń.

Jeśli rozejrzymy się po zwyczajach innych słowiańskich ludów, to bez problemu dostrzeżemy
wiele podobieństw. Przede wszystkim wszędzie spotkamy się z wiarą w silniejszą niż w inne dni w
roku siłą ognia. W Serbii wykorzystywano żar dogasających świątecznych ognisk, by odpalać od niego
pochodnie i pod koniec nocy obchodzić z nimi wszystkie kąty gospodarstw, aby oczyścić je ze zła. Nasi
czescy sąsiedzi również praktykowali zwyczaj skakania przez ogniska w celu ochrony przed złem,
chorobami i nieszczęściem, a plecionymi wieczorem wiankami z bylicy przystrajali rogi bydła, aby
ustrzec je przed zarazą.

Jak widzicie, tym razem dotrzymałam słowa i naprawdę nie zamęczyłam Was tekstem.
Najbliższe tygodnie spędzę głównie na snuciu opowieści, więc to niezły wstęp do tego, by się
wdrażać. A jeśli chcielibyście posłuchać tego, co jeszcze mam do powiedzenia na temat rozmaitych
wierzeń, to zapraszam was na wrocławskie Dni Fantastyki, gdzie będę prowadzić prelekcję na temat
polskiego, wiejskiego podejścia do egzorcyzmów i magii.

Miłych wakacji!

Wasz Literokliacz