13. Fantastyka – pełne zanurzenie!

Aga Miela

Witajcie po wakacjach, kłobookowi czytelnicy! 

Nastanie września oznacza oficjalne zakończenie lata, co dla większości z was wiąże się z koniecznością powrotu do szkoły czy też do porzuconej na czas wypoczynku pracy. Bądźmy ze sobą szczerzy – na myśl o tym niewiele osób zacznie radośnie przebierać nogami. Spora grupa wolałaby pewnie zniknąć, stać się kimś zupełnie innym, byle tylko uniknąć starcia z szarą codziennością. Jeśli tak właśnie jest w waszym przypadku, to chyba jestem w stanie wam pomóc. Być może nie zapewnię wam odroczenia wyroku i przedłużenia kończącego się urlopu, nie skrócę czasu pracy ani godzin lekcyjnych, ani też nie sprawię, że wasze codzienne obowiązki przestaną istnieć, ale dam wam coś lepszego – wiedzę. Chcę wam pokazać, że istnieje jedna metoda spędzania wolnego czasu, która jak nic innego pozwala przełamywać granicę pomiędzy światami i umożliwia upragnioną ucieczkę od szarej rzeczywistości. Mowa tutaj o larpach.

Wspominałam już chyba o tym w poprzednich wpisach, a sam temat moich ukochanych larpów wypływa też dość często w odbywanych z wami rozmowach, jednak większość z was nie ma chyba bladego pojęcia o czym mówię, prawda? W takim razie zacznijmy od podstaw. Co mówi o nich skarbnica uczniowskiej wiedzy, Wikipedia?

„LARP  (ang. live action role-playing) – aktywność na pograniczu gry i sztuki, podczas której uczestnicy wspólnie tworzą i przeżywają opowieść, odgrywając role podobnie do improwizowanego teatru. Akcja larpa może być osadzona zarówno w świecie rzeczywistym, jak i fikcyjnym”.

Jeśli miałabym wam objaśnić to szerzej, choć bez zagłębiania się we wszystkie rozbudowane podziały i ich fachowe nazewnictwo, to określiłabym to mianem realnego zanurzania się w światach iście książkowych historii. Każda gra ma narzucone pewne ramy określające realia, w jakich znajdują się jej uczestnicy: może to być alternatywna rzeczywistość, autorski lub znany z popkultury świat fantasy, realia poprzednich dekad czy stuleci i wiele, wiele innych. Dodatkowo każdy larp opiera się na własnych założeniach, które skupiają się na najważniejszych dla ich twórców kwestiach – stąd oprócz gier zapewniających wam możliwość walki z rozmaitymi bestiami możecie mieć również okazję zmierzyć się z kryminalnymi zagadkami, grami silnie opierającymi się na interakcjach międzyludzkich, edukacyjnymi, czy wręcz igrającymi z ich uczestnikami, trzymającymi ich na granicy dyskomfortu. Bo każdy dobry larp pozwala wam wcielić się w kogoś zupełnie innego i poznać, a zarazem poczuć, emocje rządzące waszym nowym „ja”. Przyznaję też, że użyte w pierwszym akapicie tego tekstu stwierdzenie, że gry te są formą ucieczki, było najzwyczajniej błędem: najlepsze role, historie i emocje zostaną z wami na zawsze, niezależnie od tego, po której „stronie” będziecie się aktualnie znajdować. 

Każdy larp jest też niezależną opowieścią, która podlega mniejszej lub większej moderacji ze strony organizatorów, czy też Mistrzów Gry. Nawet, jeśli kilka grup gra ten sam scenariusz (będący tak naprawdę jedynie spisem głównych założeń fabularnych czy wydarzeń, które mają mieć miejsce w trakcie imprezy), to to, jak potoczy się cała historia, jest w dużej mierze zależne wyłącznie od graczy. Wybory dokonywane przez ich postaci, wszelkiej maści interakcje z innymi osobami, małe gesty czy nawet nieopatrznie rzucone słowa mogą doprowadzić do zupełnie zaskakujących sytuacji. To, o czym należy jednak pamiętać, to fakt, że grając, wcielamy się w kogoś zupełnie innego: zostawiamy za sobą swoje słabości, wcielamy się w postaci często zupełnie różne od nas samych i wszelkie działania podejmujemy mając na uwadze zachowanie czy pobudki tego właśnie bohatera.

Nie ukrywam, że kiedy jedenaście lat temu po raz pierwszy usłyszałam o takiej formie rozrywki, to poza zaciekawieniem i chęcią odkrycia, co się za tym właściwie kryje, zżerały mnie obawy, czy w ogóle będę w stanie dopasować się do tak kolorowego środowiska. Każdy, kto zna mnie ze szkoły, może chyba potwierdzić, że byłam cichym, trzymającym się raczej na uboczu dziwakiem, a moje szanse na odegranie jakiejkolwiek roli były równe temu, że zostanę nową gwiazdą disco polo. Nie mniej myśl o wzięciu udziału w czymś tak wspaniałym i stworzeniu swego nowego wcielenia męczyła mnie przez najbliższe kilka miesięcy. Bardzo skutecznie. Rok później zagrałam swoją pierwszą postać.

Przyznam wam szczerze, że metody małych kroczków w moim przypadku zupełnie się nie sprawdzają, dlatego zamiast wybrać opcję bezpieczniejszą, niewymagającą aż takiego zaangażowania, skoczyłam od razu na głęboką wodę. Padło na terenową grę w settingu fantasy, kilkudniową, do której niezbędne było nie tylko stworzenie swojej postaci, ale również jej pełnego stroju i wyposażenia. Tamten długi weekend spędziłam wtedy w otoczeniu dziesiątek fantastycznych ludzi, przemieszczając się między skrytymi w lesie lokacjami czy pośród murów srebrnogórskiej twierdzy. Piękna rzecz, prawda? No, nie do końca. Moja pierwsza rola była zupełnym niewypałem, ale nie zraziło mnie to na tyle, bym odwróciła się na pięcie i rzuciła to wszystko w diabły. Bo larpy, moi drodzy, uzależniają – jeśli raz się ich spróbuje, mając przy tym otwartą głowę, to nie da się już o nich zapomnieć. Trudno żyć z wiedzą, że gdzieś tam, na wyciągnięcie ręki, tworzą się fantastyczne opowieści, a my sami mielibyśmy już więcej nie być ich świadkami. W każdym razie ja nie potrafiłam być na tyle silna, by z tym walczyć i kilka miesięcy temu stuknęła mi dekada spędzona pośród innych podobnych mi zapaleńców.

Dlaczego wam jednak o tym wszystkim piszę? Dlaczego opowiadam wam o czymś, co większości społeczeństwa wydaje się dziecinne i zupełnie niedorzeczne? Po pierwsze oczywiście po to, by podzielić się z wami moją pasją i zachęcić jeszcze więcej osób do wypróbowania tej formy rozrywki (a na swoim koncie mam już trochę takich ofiar!). Po drugie: bo to świetny sposób na poznanie pozytywnie zakręconych, interesujących ludzi i wyrobienie sobie większej wiary w siebie – jeśli chodzi o to ostatnie, to jestem żywym przykładem. Po trzecie zaś – co mogą uznać za wartościowe osoby, które poświęcają swój czas na pisanie własnych opowieści – udział w larpach pomaga w tworzeniu bardziej wyrazistych i żywych postaci książkowych.

Jeśli komuś z was zapaliła się teraz czerwona lampka, to gratuluję czujności. Macie w końcu świętą rację: nie jestem żadnym autorytetem w tej sprawie, by wydawać takie wyroki, a moich bohaterów znacie jedynie bardzo szczątkowo, z próbnego fragmentu książki (albo wcale, jeśli nie dołączyliście do grona subskrybentów). Wierzcie mi jednak, że larpy jak nic innego pozwalają wam na zmierzenie się z ludzkimi emocjami, z jakimi trudno byłoby wam się spotkać na co dzień. To właśnie podczas gry najlepiej odczułam stosunek społeczeństwa wobec osób obłąkanych (bo byłam jedną z nich): obrzydzenie, pogardę, lecz także litość, strach i zrozumienie. To dzięki nim lepiej pojęłam ból matki tracącej swojej dziecko, szanowanej nestorki rodu, która porzuca swój wyuczony spokój w chwili, gdy odnajduje tą, którą jej odebrano. To dzięki larpom dostrzegłam maski nakładane przez ludzi w chwili, gdy przychodzi im mierzyć się ze śmiercią bliskich. Odczuwałam szalone przerażenie, gdy nadchodziło nieuniknione, zmęczenie i złość na operowanych towarzyszy; widziałam z bliska ojców zapijających smutek po śmierci swych dzieci i żon; czułam ogarniające tłum podniecenie, gdy przyszło prowadzić na stos wiedźmę, która jeszcze godzinę wcześniej była moją sąsiadką i sama stawałam się jego częścią, obserwując z niecierpliwością i lękiem pnące się po drewnie języki ognia. Kuliłam się ze wstydu, gdy przyszło mi błagać o jałmużnę i wykrzykiwałam przekleństwa pod adresem służącego pode mną oddziału, grożąc wszystkim tym, którzy śmieli mi się przeciwstawić. To dzięki grze w larpy łatwiej przyszło mi zrozumieć, że każda z otaczających mnie osób reaguje zupełnie inaczej i że każdy z nas na pewnym etapie swojego życia wyłamuje się poza utarte schematy zachowań. 

Larpy są dla mnie nie tylko fantastyczną formą rozrywki zapewniającą możliwość przeżycia kilku godzin czy dni jako zupełnie inna osoba, ale również wspaniałym studium ludzkiej psychiki. Jeśli kiedykolwiek marzyliście o tym, by zobaczyć i poczuć na własnej skórze działanie obcych światów: czy to wiktoriańskiej Anglii, czy szalonych zasad rządzących postapokaliptycznymi krainami, koniecznie dajcie im szansę. Nikt nie jest za stary, by zacząć swoją przygodę z tym rodzajem teatru improwizowanego i nikogo nie spotka odrzucenie z powodu poziomu czy sposobu jego gry.

Prawdziwe przygody czekają na to, aż je odkryjecie.

To jak, jesteście gotowi, by spróbować swych sił na tym nieznanym terenie?

Miłego tygodnia!

Wasz Literoklikacz

PS. Wygląda na to, że za jakiś czas, za namową Pawła, wystartuję dla was z nowym projektem. Póki co jednak odliczam czas do premiery pierwszego tomu „Dzieci Starych Bogów”. Kto z was czeka wraz ze mną na pierwsze dźwięki „Śmiechu diabła”?

Aga Miela

Nowy wpis na naszym facebooku!

Nasza strona internetowa korzysta z plików cookie i innych technologii śledzenia, aby uzyskać najlepsze doświadczenia na naszej stronie. Aby uzyskać więcej informacji o przetwarzaniu danych osobowych przez Wydawnictwo Klobook, zapoznaj się z polityką prywatności