15. Nowa Era

Arnold Cytrowski

Gdybym miał ustalać kalendarz, początkiem każdego nowego roku byłby wrzesień.

A ostatni rok minął naprawdę szybko. Zresztą pewnie wiecie o wszystkim, o wszystkim mówiłem. Telegraficzny skrót: ostatni rok studiów, podpisanie pierwszej umowy z wydawcą, praca nad Przez czas i przestrzeń, oczekiwana premiera, kilka wywiadów, garść akcji promocyjnych…

I znowu jesień.

Od września do września.

Czuję się, jakbym zamknął bardzo wielki fragment swojego życia. Jest to wrażenie… specyficzne, niejednoznaczne. To trochę tak, jakbym dzień wcześniej świetnie bawił się na weselu, a dzisiaj – pomimo szampańskiego humoru – przeżywał wątpliwe uroki kaca.

Wielokrotnie powtarzam, że najgorsze, co nas spotyka w życiu, to niepewność. To prawda jasna jak diabli, czego osobiście doświadczyłem, czego osobiście doświadczam.

Dopadł mnie tak zwany kryzys ćwierćwiecza – stan, który towarzyszy człowiekowi, gdy domyka swoje juwenilne sprawy i czas zacząć żyć. I to tak na poważnie.

Muszę przyznać, że przez długi czas byłem wewnętrznie rozdarty, i to tak na poważnie. Paraliżowała mnie świadomość, że wybory odnośnie kariery, które podejmuję teraz, są ponadczasowe. Są jak ostateczny, nieodwołalny werdykt, przez co na samą myśl o tym, co będzie dalej, łapały mnie dreszcze.

Chodzi zapewne o perspektywę. Gdy jest ona zbyt rozległa, gdy myślimy o zbyt wielu rzeczach naraz, nic z tego nie będzie, nic z tego nie wyjdzie. Jakkolwiek coachingowo to zabrzmi (a brzydzę się coachingiem jak jasna franca, pomimo całkiem szlachetnych założeń), trzeba stawiać krok po kroku, powoli, raz za razem. Trzeba wyrobić sobie żelazną krótkowzroczność, założyć pancerz, który ochroni nas przed widmem porażki. Perspektywa naprawdę może zabić. Innymi słowy: należy być dobrej myśli. I nie myśleć za dużo. O ile nie jesteś fizykiem kwantowym, myślenie szkodzi.

Żeby nie być gołosłownym, podjąłem kilka decyzji.

Zostaję na dłużej we Wrocławiu, to raz. Zobaczę, co będzie się tu działo.

Przede mną praca nad Drogą głupców – opowieścią, która ukaże się na wiosnę. Jest to zupełnie inna para kaloszy niż moja debiutancka książka. To słodko-ponura ballada dla dojrzałego odbiorcy osadzona w świecie wczesnej autorskiej postapokalipsy. Pracy nad dopieszczeniem jej będzie pewnie co niemiara, ale nie jest to coś, co by mnie smuciło. Wręcz przeciwnie – nie mogę się doczekać.

Po trzecie – mam pomysł na kolejną książkę. Historia będzie tym razem romantycznie umiejscowiona w polskich realiach, dlatego też niezbędny będzie research, który dopiero co rozpocząłem. Materiał wydaje się jeszcze bardziej obiecujący, niż to sobie zakładałem.

Zacieram rączki.

I na koniec jeszcze jedna nowina, o której powinniście wiedzieć.

Będę prowadził podcast. Uważam, że jest to naturalna kolej rzeczy dla kogoś, kto – tak jak ja – lubi gadać, dla kogoś, kto uważa, że ma jeszcze w życiu coś do powiedzenia. Forma niech pozostanie jeszcze przez chwilę tajemnicą, ale wydaje mi się, że może być to bardzo solidny, bardzo fajny projekt. Myślę, że niedługo się o tym przekonacie.

Nie wiem, co przyniesie życie, ale jestem dobrej myśli.

Jeśli będę podróżował od września do września, kroczek po kroczku, żywię szczerą nadzieję, że będzie lepiej i tylko lepiej.

Jak to mówią: stay tuned.

Yo!

Dni Fantastyki 2019.
Arnold Cytrowski

Nowy wpis na naszym facebooku!

Nasza strona internetowa korzysta z plików cookie i innych technologii śledzenia, aby uzyskać najlepsze doświadczenia na naszej stronie. Aby uzyskać więcej informacji o przetwarzaniu danych osobowych przez Wydawnictwo Klobook, zapoznaj się z polityką prywatności