#16 O pracach nad wizerunkiem

W poprzednim wpisie pozostawiłam Was z pewnym niedopowiedzeniem. Ale nie trzeba być chyba geniuszem, żeby się domyślić, że zarówno środki finansowe, jak i ilustracje Martyny, które nie przydały się do sklepu internetowego, mogliśmy w bardzo prosty sposób przekształcić w… nową stronę internetową. I o tym właśnie zamierzam opowiedzieć Wam w niniejszym tekście.

Określenie „nowa strona internetowa” jest może nie do końca prawdziwe, bowiem nadal pozostaliśmy na WordPressie, nadal mamy ten sam adres (z delikatną modyfikacją z http na https), no i – co najważniejsze – nadal zamierzamy publikować dla Was takie treści jak dotychczas. Mieliście już okazję się przekonać, że to, co zmieniło się najbardziej, to caaały interfejs bloga. Postawiliśmy na stronę elegancką, przejrzystą, ale jednocześnie zachowującą swój klimat, stworzony na samym początku.

Ale po kolei.

Martyna, w trakcie rysowania projektów na koszulki oraz tworzenia szablonu sklepu internetowego, została przez nas poinformowana o zmianie, do jakiej musiała dostosować koncepty swoich ilustracji. Nie była jeszcze na szczęście na mocno zaawansowanym etapie, więc nie musiała dokonywać bardzo dużych modyfikacji. Zdecydowaliśmy, że oprócz nowego szablonu strony głównej, chcemy, aby niektóre podstrony również zawierały charakterystyczne dla siebie rysunki. To dlatego przykładowo w kategorii „Z życia wydawnictwa” możecie zobaczyć ilustrację przedstawiającą (mocno odmłodzoną) mnie oraz jedną z moich największych życiowych radości, czyli kotkę Ka’kari (przyjdzie czas na to, że będziecie mieli szansę przeczytać opowiadanie, które zapoczątkowało ten pomysł). Rysunki na podstronach są widoczne jedynie na ekranach komputerów, dlatego serdecznie zachęcam do odwiedzenia nas bardziej „stacjonarnie”. Chyba nie muszę Was przekonywać, że warto? 😉

W międzyczasie intensywnie poszukiwaliśmy osoby, która miałaby czas i chęci, aby zająć się wprowadzeniem w życie zmian, które sobie wyobrażaliśmy. Pewnie pamiętacie, jak kiedyś chcieliśmy zostać informatykami i za pomocą jednego kliknięcia spowodowaliśmy, że strona nam wysiadła, nie? Tutaj nawet nie próbowaliśmy działać na własną rękę, ponieważ doskonale zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że to poza zasięgiem naszych umiejętności (chociaż na pewno nie chęci).

Zasiane przez nas ziarna w postaci pytań, jakie postawiliśmy wśród znajomych, zaowocowały znalezieniem Józka. Bardzo rzadko można spotkać człowieka, który byłby aż tak bardzo zaangażowany w powierzone mu zadanie. Od samego początku naszej współpracy widzieliśmy u niego mnóstwo zapału, a przede wszystkim determinacji, aby nie tylko doprowadzić naszą stronę do stanu używalności, ale wręcz osiągnąć formę perfekcyjną.

Józek pracował dniami i nocami. Próbował różnych rozwiązań i cieszył się jak dziecko, gdy udało mu się znaleźć odpowiedź na postawiony przez nas problem (nie to, żebyśmy robili to specjalnie, po prostu wiedzieliśmy, czego potrzebujemy i na czym nam zależy). Kilkukrotnie omawialiśmy nasze oczekiwania oraz postępy w ich realizacji przy kawie, odbyliśmy też parę rozmów telefonicznych. Mieliśmy dobre przeczucia.

I wiecie co? Nie pomyliliśmy się.

Efekt, który cieszy nas w tym wszystkim najbardziej, to niewyobrażany spadek współczynnika odbić na blogu. Nasza teoria jest taka,  że teraz jesteśmy po prostu bardziej czytelni zarówno na komputerach, jak i na urządzeniach mobilnych. A ten ostatni element jest niezwykle istotny, ponieważ około 95% ruchu, który generujecie na naszej stronie, pochodzi właśnie z telefonów komórkowych i tabletów. Wychodzi więc na to, że nasze założenie i plan stworzenia strony bardziej przyjaznej, na której będziecie z chęcią spędzać więcej czasu, zostały zrealizowane.

No bo sami powiedzcie. Czyta Wam się lepiej, co? 🙂

Martyna

Publikacja objęta jest prawem autorskim. Wszelkie prawa zastrzeżone. Kłobook ©Copyright 2018