#17 O rozpoczęciu naborów

#17 O rozpoczęciu naborów

Siedem miesięcy. Gdyby ktoś siedem miesięcy temu – w momencie, w którym startowaliśmy z naszym Kłobookiem – powiedział mi, że będę pisać artykuł o uruchomieniu naboru na teksty innych autorów, prawdopodobnie zaśmiałabym mu się w twarz. To będzie krótka historia tego, jak jeden cel przerodził się w kolejny – jeszcze większy i jeszcze bardziej szalony. To będzie opowieść o tym, jak prace nad „Cmentarzyskiem” stały się podstawą naszej decyzji o wydawaniu twórczości innych autorów.

Tylko gdzie tu zacząć?

Nie będę oryginalna (mówiłam Wam już, jak u mnie z kreatywnością, prawda?) i zacznę tam, gdzie zacząć wypada, czyli od samiuśkiego początku.

Paweł od wielu lat marzył o tym, żeby mieć własne wydawnictwo. Nie będę się powtarzać, bo przecież wspominałam o tym o tutaj. Dwójka „gówniarzy przed trzydziestką”, jak kiedyś określił nas pan Forge, miała jednak przed sobą daleką drogę wypełnioną wieloma miesiącami intensywnej pracy. Blog ruszył pod koniec września, a my na dobre pół roku wcześniej wzięliśmy się za naukę.

Moja polegała głównie na oswajaniu się ze złożonością języka polskiego, poznawaniu reguł rządzących interpunkcją, stylem i logiką zdań, oraz wyczuwaniem tego, w co mogę, a w co absolutnie nie powinnam ingerować. Nauczyłam się szanować styl autora, ale jednocześnie starałam się przemycać takie zmiany, które w najprostszy sposób wpływały na zwiększenie płynności czytania. Na początku nie było łatwo, jednak z czasem przychodziło mi to coraz swobodniej. Baaardzo powoli stawałam się początkującym redaktorem, chociaż do tej pory uważam, że to chyba fach, którego będę się uczyć całe życie. Niezła perspektywa, co? 🙂

W międzyczasie Paweł szlifował swoje umiejętności tworzenia tekstów literackich. Zawsze byłam, rzecz jasna, pierwszym czytelnikiem i za każdym razem (bez podlizywania się) widziałam, że zarówno pomysły Pawła, jak i styl, w jakim zostają przelane na „papier”, wchodzą na coraz to wyższy poziom. Pan Forge mógł być z siebie dumny – stając się wzorem, który na pewno warto obserwować (a może nawet naśladować), sprawił, że Paweł poczynił ogromne postępy.

Marketing nadal był czymś, czemu oboje staraliśmy się poświęcać sporą ilość czasu, ponieważ nadal uważaliśmy, że w tej dziedzinie naszej wiedzy daleko do choćby zadowalającej. Okazało się jednak, że wszelkie działania, jakie prowadziliśmy intuicyjnie, były zgodne z najnowszymi trendami i najbardziej efektywnymi strategiami opisywanymi w podręcznikach. Zabawne, bo my robiliśmy tylko to, co wydawało nam się odpowiednie. Nie wiedzieliśmy nawet, że są na to specjalistyczne nazwy. A były!

W efekcie naszych prac byliśmy gotowi do podjęcia kolejnego wyzwania. Jego zrealizowanie zmienia nasz profil z „tylko” projektu blogowo-wydawniczego bardziej w stronę małego wydawnictwa, publikującego w niestandardowy sposób tylko niestandardowe teksty osób marzących o zobaczeniu własnych powieści w druku.

Jesteśmy gotowi na to, aby czytać opowieści i szukać historii, które nas zauroczą, rozzłoszczą, zasmucą, wzruszą – bo nie ma jednej emocji, która sprawia, że książka jest dobra. I to jest właśnie w tym wszystkim najlepsze! 🙂

Obecnie zajmujemy się jeszcze aspektami prawnymi związanymi z planowanym przedsięwzięciem, z całą pewnością możemy jednak powiedzieć, że we wrześniu będziemy zwarci i gotowi na to, żeby zająć się tym w pełni profesjonalnie.

O warunkach, jakie mamy zamiar proponować osobom chcącym nawiązać z nami współpracę, opowiem Wam w kolejnym wpisie.

To nigdy nie będzie tak, że pod wpływem podpisywania kolejnych umów z autorami zmienimy nasze podejście. Może to zabrzmi banalnie, ale my naprawdę jesteśmy czymś więcej. Realizujemy swoje marzenia, a tego nie da się robić inaczej niż z pasją. Status małego wydawnictwa jest „tylko” efektem ubocznym ;).

Martyna

PS

Autorze, jeśli zdarzyło Ci się trafić na ten artykuł, jeśli uważasz, że napisałeś coś, co mogłoby nam się spodobać i co chcielibyśmy dla Ciebie wydać, daj nam znać i wyślij do nas swój tekst. Podziel się tym, nad czym tak ciężko pracowałeś. Przecież nie napisałeś tego tylko do szuflady. Przecież gdzieś tam jest osoba, która może to pokochać.
Jak myślisz, jesteś tym, kogo szukamy?