#20 O wizycie w Drukarni

#20 O wizycie w Drukarni

Kiedy we wrześniu ruszaliśmy z naszym projektem, oczami wyobraźni widzieliśmy czekające nas etapy, składające się na całą drogę do wydania powieści. Jednym z najbardziej żywych i sprawiających nam już wtedy najwięcej radości obrazów był ten o wizycie w drukarni. Mamy czerwiec, a pierwsze z takich odwiedzin za nami. Było to jednak spotkanie niecodzienne, bo i niecodzienna wydaje się sama organizacja, z jaką nawiązaliśmy kontakt.
Otóż Drukarnia to inicjatywa prowadzona przez Macieja Zarańskiego. Poza tym, że oferuje usługi z zakresu druku typograficznego, jest też wydawnictwem (pan Maciej własnymi siłami wydał napisaną przez siebie powieść) oraz inkubatorem innowacji społecznych. Napijecie się tam nawet dobrej kawy. Pełen serwis.

Niezwykłe jest już samo przekroczenie progu Drukarni. To tak, jakbyście nagle znaleźli portal, który przenosi Was do innego świata. Jeszcze przed wizytą w ukrytej na zapleczu pracowni niemal każde spojrzenie zatrzymuje się na oldschoolowych sprzętach i gadżetach, które dodają lokalowi mieszczącemu się przy ul.Otwartej 12 we Wrocławiu niepowtarzalnego klimatu. Jeśli myśląc „Apple”, w głowach pojawiają Wam się obrazki z najnowszymi MacBookami, iPadami i iPhone’ami, proponuję Wam się cofnąć o jakieś trzydzieści lat. Zobaczycie wtedy, jak wyglądały pierwsze Macintoshe i od czego cała ta zabawa się zaczęła. Możecie też podjąć decyzję o wizycie w Drukarni, jeśli chcecie to zobaczyć na własne oczy ;).

Jeżeli zaś chodzi o to, co ukrywa wspomniane wcześniej zaplecze… myślę, że nie potrafię operować słowami, które oddałyby choć w części urok, jaki został wtedy na mnie (na Pawła zresztą też) rzucony. Pan Maciej jest prawdziwym pasjonatem i wychowankiem starej szkoły typografii, więc może to dlatego takie wrażenie robi spójność jego wartości z posiadanym przez niego sprzętem. Za jego zgodą, poniżej możecie zobaczyć, jak to wszystko wygląda.

Fot. Drukarnia
Fot. Drukarnia
Fot. Drukarnia
Fot. Drukarnia
Fot. Drukarnia
Fot. Drukarnia
Fot. Drukarnia

Nieźle, co?

Nieźle, co?

Gdzie jednak w tym wszystkim Projekt Kłobook? Otóż Drukarnia organizuje w ostatni weekend czerwca Targi Książki Niezależnej i Artystycznej NISZA. To nie lada gratka dla self-publisherów i osób, które – ogólnie rzecz biorąc – podchodzą do druku i wydawania literatury w zupełnie inny sposób, niż się to klasycznie przyjęło. Jakże mogłoby nas tam zabraknąć?

Poprawcie mnie, jeśli się mylę, ale jeżeli pojawia się okazja na bycie częścią czegoś większego, co jednak w żaden sposób nas nie ogranicza, a nawet wręcz przeciwnie – ma szansę poszerzyć zarówno nasze horyzonty, jak i kontakty z osobami z tej samej branży – to chyba warto spróbować, prawda?

Po wizycie w Drukarni jesteśmy bogatsi nie tylko w możliwość udziału w – nie ukrywajmy – większym projekcie, ale przede wszystkim poznaliśmy szczegóły dotyczące orientacyjnych kosztów, z jakimi będzie się wiązać wydruk pojedynczego egzemplarza „Cmentarzyska”. W naszym przypadku najmądrzejszym rozwiązaniem będzie druk offsetowy, czyli dużo bardziej efektywny i opłacalny. Wydaje się, że jest trochę pozbawiony duszy, jeśli zestawimy go z drukiem typograficznym, ale – jak mawiają mądrzy ludzie – trzeba mierzyć siły na zamiary. To przecież nie znaczy, że zrobimy to gorzej. Zrobimy to inaczej.

Taki właśnie mamy plan.

Więcej informacji o Drukarni znajdziecie tutaj.

Martyna