#22 Maciej Zarański o NISZY

#22 Maciej Zarański o NISZY

Jakiś czas temu napisałam artykuł o wizycie w Drukarni. Właściciel, pan Maciej Zarański, poza stworzeniem miejsca z niesamowitym klimatem, zaplanował także pierwsze Targi Książki Niezależnej i Artystycznej NISZA.

Miesiąc później pomyślałam sobie, że dobrze by było napisać relację z takiego wydarzenia. W końcu w pewien sposób nas dotyczyło i było ważne z punktu widzenia początkujących (i nie tylko początkujących) self-publisherów.

Jak jednak napisać relację z czegoś, czego nie widziało się na własne oczy? (Tak, to był dokładnie ten sam weekend, który skończył się ściskaniem przeze mnie półlitrowej szklanki wody z cytryną i utratą części umiejętności operowania mózgiem.)

Dlatego właśnie najrozsądniejsze wydawało mi się przeprowadzenie z panem Maciejem wywiadu. Rozmowa odbyła się przy kubku aromatycznej kawy, we wnętrzu magicznej Drukarni.

 

Martyna: Na początek, z uwagi na samo otoczenie, w którym się znajdujemy, chciałabym zapytać o to, jak to wszystko się u pana zaczęło? W jaki sposób stworzył pan takie miejsce?

Maciej Zarański: Jeśli chodzi o moją przygodę z drukarstwem, to u nas, w Nowej Rudzie, znajdowała się pierwsza w powojennej Polsce szkoła graficzna, dokładniej technikum typografii. Po ukończeniu podstawówki poszedłem do szkoły zawodowej gastronomicznej, ponieważ chciałem zostać kucharzem na statku :). Poziom nauczania był jednak dosyć niski, dodatkowo w drugiej klasie zmieniła się nauczycielka od języka polskiego, która po pierwszej lekcji zadała mi pytanie, dlaczego nie jestem w liceum, w klasie humanistycznej. Powiedziała mi, że przygotuje mnie do egzaminu wstępnego do liceum – wtedy jeszcze trzeba było takie zdawać. Zaczęła mnie więc uczyć. Przyszedł jednak taki dzień, w którym wróciłem z moich praktyk gastronomicznych tak zdenerwowany, że rzuciłem fartucha 😉 i oznajmiłem mamie, że już tam nie wrócę.

Opcje, które mi pozostały, to liceum, ale tam by mnie nie przyjęli w połowie roku, albo szkoła górnicza, ale tam z kolei nie chciałem iść. Została szkoła poligraficzna, w której przyjęto mnie do klasy typograficznej, bo tam jeszcze były wolne miejsca. Mało kto chciał się wtedy uczyć typografii, a jak się okazało później, w latach 90-tych, typografia zaczęła być wycofywana, a wszystkie drukarnie typograficzne likwidowane. Czcionki razem z maszynami lądowały na złomie.

Przez kilkanaście lat nie stałem przy maszynie typograficznej, po czym w grudniu 2016 roku, gdy zdecydowałem się zrezygnować z pracy na a Uniwersytecie Przyrodniczym, pojechałem do Nowej Rudy na wystawę na temat szkoły poligraficznej. Spotkałem tam Janusza Tryzno z Muzeum Książki Artystycznej w Łodzi. Na wspomnianej wystawie dyskutowano ponadto o stworzeniu muzeum drukarstwa. Obaj z Januszem uważaliśmy, że takie muzeum powinno być miejscem żywym, w którym się drukuje, inni jednak nie podzielali naszego zdania. W lutym 2017 roku dostałem informację na temat tego, że na Otwartej są do kupienia maszyny drukarskie, a sam lokal przechodzi na wynajem. Najpierw kupiłem cztery maszyny, a trzy tygodnie później podpisałem umowę dzierżawy. Drukarnia była założona w latach 70-tych i taki też klimat chciałem w niej zachować.

Martyna: Co się zdecydowanie panu udało :). A skąd pomysł na organizację takich targów jak NISZA?

Maciej Zarański: NISZA miała być z założenia wydarzeniem zarówno dla czytelników, jak i osób obracających się w kręgu szeroko pojętego self-publishingu. Sam jestem self-publisherem i wiem, z jakimi trudnościami autorzy się spotykają – od pisania książki aż po jej wydanie. Większość autorów, która przyjechała do nas na targi, zanim zdecydowała się na self-publishing, miała swoje pierwsze potknięcia przy próbach współpracy z klasycznymi wydawnictwami albo wydawnictwami typu vanity press. Poza tym chciałem zorganizować takie wydarzenie, ponieważ self-publisherów zazwyczaj nie stać na to, żeby wziąć udział w normalnych targach książki, które są po prostu bardzo drogie. W dodatku jesteśmy tam otoczeni przez duże wydawnictwa, które bardzo intensywnie się promują, dlatego trudno nas dostrzec.

Chciałbym, żeby Drukarnia była swojego rodzaju osią, która skupia takich autorów wydających na własną rękę.

Martyna: W jaki sposób poszukiwał pan osób chętnych do udziału w tego typu inicjatywie?

Maciej Zarański: Umieściłem ogłoszenie na Instagramie, gdzie odzew był dosyć szybki i duży. Poza tym zaangażowałem Twardą Oprawę, Fabrykę Dygresji i Czyt-NIK, przy pomocy których wici rozniosły się dalej. Początkowo myśleliśmy, że 15 to optymalna i nieprzysparzająca problemów organizacyjnych liczba autorów. Finalnie było nas prawie 50, z 67 tytułami.

Martyna: Sporo się działo. Mógłby pan opowiedzieć o przebiegu targów, choćby w skrócie?

Maciej Zarański: Mieliśmy kilka paneli dyskusyjnych, na których występowali różni ludzie chcący podzielić się swoimi doświadczeniami i radami. Mieliśmy zarówno samych autorów, jak i osoby, które dawały rady z bardziej technicznego punktu widzenia. Jedną rozmowę przeprowadzał też coach, mówiąc w niej o motywacji. Spotkanie autorskie było tylko jedno z uwagi na to, że w tak krótkim czasie trudno było Czyt-NIKowi się przygotować do prezentacji większej ilości książek. Mogę jednak powiedzieć, że wszyscy autorzy byli bardzo zadowoleni z tego, że mogli ze sobą porozmawiać, powymieniać się pomysłami oraz zacząć snuć wspólne plany na przyszłość.

Martyna: Wspominał pan o planach na kolejną edycję targów jesienią. Czy ma pan już zaplanowane szczegóły organizacyjne?

Maciej Zarański: NISZA będzie powtórzona w listopadzie. Początkowo myśleliśmy o przełomie października i listopada, ale po naradach stwierdziliśmy, że termin bliższy mikołajkom i świętom Bożego Narodzenia będzie znacznie lepszym rozwiązaniem. Wszyscy autorzy, którzy wzięli udział w pierwszej edycji, już teraz potwierdzili swoją obecność, podobnie w przypadku kilku osób, którym teraz nie udało się dotrzeć. Na pewno będę chciał zacząć organizację dużo wcześniej, chciałbym, żeby było to wydarzenie typowo nadodrzańskie. W przyszłości planuję, żeby NISZA była wydarzeniem krążącym po Polsce i Europie.

Martyna: Organizacja takiego eventu z pewnością wiąże się z pewnymi oczekiwaniami na temat tego, jak finalnie wszystko będzie wyglądać. Jak bym pan określił efekt końcowy związany z NISZĄ?

Maciej Zarański: Powiem teraz coś, co na tej szerokości geograficznej będzie dość kontrowersyjne – wszystko nam się udało. Żałuję jedynie, że nie mogłem częściej spotykać się z autorami. Bardzo doceniam pracę moich praktykantów, bo gdyby nie oni, wszystko byłoby dużo trudniejsze do ogarnięcia. W pojedynkę może byłoby to możliwe, ale na pewno wiązałoby się z włączeniem pełnych obrotów i z masą stresu, bo czynności niezbędnych do zorganizowania targów jest naprawdę bardzo dużo.

Zaraz po weekendzie, w którym odbywała się NISZA, w Drukarni uruchomiliśmy Księgarnię Książki Niezależnej i Artystycznej. Można u nas kupić książki wystawione na targach albo po prostu przyjść, zobaczyć, poczytać i napić się kawy.

Martyna: Na koniec chciałam zapytać o rady, jakich udzieliłby pan początkującym self-publisherom.

Maciej Zarański: Jednym z głównych problemów, z jakimi spotykamy się na drodze self-publishingu, jest odpowiedź na pytanie, w jaki sposób zwiększyć sprzedaż. Pomimo tego, że każda książka jest bardzo indywidualna, chciałbym stworzyć jeden system, który będzie niejako podstawą, łączącą wszystkie publikacje self-publisherów. Jednym z pomysłów jest właśnie księgarnia, do której czytelnik może przyjść i zobaczyć książkę gdzieś poza siecią – dotknąć jej, powąchać, zobaczyć, jak wygląda w rzeczywistości.

Co do rad, które mógłbym dać osobom rozpoczynającym swoją przygodę z self-publishingiem, odradziłbym robienie wszystkiego samodzielnie. Oczywiście trzeba trzymać się swojej historii i swojego pomysłu na to, jak chcemy, żeby publikacja wyglądała, ale jeśli nie mamy wiedzy na temat takich elementów jak typografia strony, skład, grafika, czy redakcja, powinniśmy poszukać osób, które zrobią to za nas.

Od samego początku budowałbym także wokół siebie sieć czytelników, ponieważ to jest chyba najważniejsze – bez tego self-publisher jest autorem, który pisze książki tylko dla siebie i dla znajomych.

A poza tym przez cały czas trzeba być kreatywnym, nie powielać błędów, które popełniają klasyczne wydawnictwa, i być otwartym na nowe pomysły.

 

 

 

PS Wiecie, że w momencie, w którym ruszy druga edycja NISZY, nasze „Cmentarzysko” będzie już od miesiąca wydane? 🙂

 

Martyna