#24 O akcji Pajacyk

#24 O akcji Pajacyk

Jeśli jesteście na bieżąco z naszym projektem i orientujecie się – mniej lub bardziej – w naszych planach i pomysłach, pewnie będziecie pamiętać, jak bardzo chcieliśmy wspierać naszymi publikacjami jedno z ważniejszych przedsięwzięć Polskiej Akcji Humanitarnej, a mianowicie akcję Pajacyk. Postawiliśmy sobie za jeden z najważniejszych celów tworzenie takich umów z przyszłymi autorami, żeby każdy – bez wyjątku – zgadzał się na przekazywanie określonej kwoty z każdego sprzedanego egzemplarza na rzecz wspomnianej działalności.

Planowaliśmy sami rozpocząć takie działania, począwszy od wprowadzenia do przedsprzedaży naszej pierwszej książki, czyli „Cmentarzyska”. (Pan Forge pewnie teraz przewraca oczami i zastanawia się, jak to się stało, że jego największa – póki co – spuścizna nagle przestała być tylko jego, a stała się nasza. Cóż, ciężkie życie pisarza :D.)

Tak czy inaczej poniższy artykuł traktować będzie o tym, jaką napotkaliśmy na swojej drodze przeszkodę – przeszkodę, która zmusiła nas do odłożenia na bliżej nieokreśloną przyszłość wspieranie akcji Pajacyk.

Najbardziej intensywne działania dotyczące nie tylko samego przygotowywania „Cmentarzyska” do druku, ale także jego promocji oraz tworzenia podwalin sprzedażowych rozpoczęły się na około trzy miesiące przed planowaną premierą powieści. To wtedy nagle mieliśmy do zrobienia dziesięć rzeczy na raz i musieliśmy tworzyć sobie listy rzeczy do zrobienia, żeby przypadkiem nie pominąć żadnego ważnego elementu. Jednym z punktów na takiej liście był telefon do PAH-u w celu ustalenia warunków naszej zbliżającej się współpracy.

Okazuje się, że od momentu, w którym Michał Szafrański podzielił się ze światem informacją na temat tego, że jest możliwość wspierania akcji Pajacyk poprzez przekazywanie na jej rzecz określonej kwoty ze sprzedaży każdego egzemplarza wydanej książki, PAH zaczęła otrzymywać bardzo dużo takich propozycji. Przemiła pani, z którą miałam przyjemność rozmawiać przez telefon, poprosiła mnie o opisanie jej w mailu naszego projektu wraz ze szczegółami dotyczącymi nakładu, formy promocji oraz innych elementów bezpośrednio związanych z premierą naszego „Cmentarzyska”.

Jako że PAH nie ma ściśle określonych warunków współpracy z wydawnictwami, najważniejsza przy podejmowaniu decyzji przez zarząd była niejaka gwarancja, że w określonym przedziale czasowym wpłyną z naszej strony na jej konto określone kwoty. Najniższa dopuszczalna kwota, do jakiej musielibyśmy się zobowiązać opiewała na 4800 zł w skali roku. Dla nas oznaczało to, że – przy założeniu, że procent przekazywany z jednego egzemplarza książki sponsoruje jeden posiłek – musielibyśmy w ciągu roku sprzedać 1000 sztuk „Cmentarzyska”. Nasz nakład to w tym momencie sztuk 500.

Jakkolwiek warunki proponowane przez PAH są dla nas zrozumiałe – choćby z uwagi na możliwość wykorzystania przez nas logotypu akcji Pajacyk i wyrobienia sobie przez to pewnego rodzaju renomy – tak na chwilę obecną nie mogliśmy się taką umową związać. Rzecz jasna bardzo byśmy chcieli być „zmuszeni” do zlecania dodruków, jednak jesteśmy też realistami.

Naszej powieści nie będzie w księgarniach stacjonarnych ani internetowych, nazwisko autora nie jest jeszcze na tyle znane, żebyśmy mogli mieć pewność, że sprzedamy choćby połowę z planowanego nakładu. Dlatego cena detaliczna „Cmentarzyska”, którą początkowo uznaliśmy za odpowiednią, zostaje w tym momencie automatycznie obniżona. Nie jest i nigdy nie było naszym zamiarem sztuczne zawyżanie kwoty naszych publikacji. Chcemy być też wobec naszych czytelników uczciwi.

Żywimy jednak nadzieję, że za jakiś czas sytuacja pozwoli nam związać się kontraktem z Polską Akcją Humanitarną. Będzie to możliwe przy – co najmniej – dwóch publikacjach rocznie. Bardzo chcielibyśmy powrócić do tego tematu, uważamy bowiem, że wspieranie inicjatyw takich jak akcja Pajacyk jest całkiem zacną praktyką.

Jeśli zbudowalibyśmy sobie na tyle silną pozycję i zapewnilibyśmy sobie na tyle stabilne dochody, żeby móc podpisać umowę – nawet tę opiewającą na kwotę minimalną – to dlaczego mielibyśmy z tego nie skorzystać?

 

Martyna