#27 O nowych formach promocji wydawnictwa

#27 O nowych formach promocji wydawnictwa

Pamiętacie, jak opowiadałam Wam historię początków naszego projektu? Jak to sobie z Pawłem wymyśliliśmy, że on będzie pisarzem, ja jego redaktorem, Martyna naszą ilustratorką, a jakaś bliżej nieokreślona osoba naszym managerem? Prawda jest taka, że żadne z nas rok temu nie miało pojęcia o istnieniu czegoś takiego jak Pixel Facebooka, a targetowanie reklam do określonych grup docelowych skrywało w sobie więcej tajemnic niż niejedna czarna skrzynka. Nie wiedzieliśmy, jak duże znaczenie ma publikacja treści na różnych platformach społecznościowych o określonych godzinach. Nie mieliśmy świadomości większości elementów marketingu internetowego, jakich mamy świadomość teraz. Uważam, że przed nami jeszcze długa – a w zasadzie to chyba nawet nigdy niekończąca się – droga poszerzania swojej wiedzy, nadążania za wciąż zmieniającymi się trendami oraz dostosowywania narzędzi i metod promocji do potrzeb odbiorców.

Z tego powodu od jakiegoś czasu możecie obserwować zmiany w formach przekazywania Wam przez nas informacji. Stało się bowiem w naszym świecie tak, że człowiek dużo łatwiej przyswaja wiedzę w sposób, który wymaga od niego jak najmniejszego wysiłku. Jesteśmy codziennie zasypywani taką ilością bodźców, że w jakiś sposób musimy dokonywać ich selekcji. Tracą na tym – niestety – treści w formie pisanej. To dla nas wyjątkowo trudne: mierzyć się z taką tendencją, no bo w końcu jesteśmy projektem literackim. On cały opiera się na słowie pisanym. Uznaliśmy jednak, że jest taka część naszych działań, które możemy Wam przekazywać w formie nagrań video i bezpośrednio z nimi powiązanych transmisji na żywo.

Teraz powinnam poprosić o aplauz i fanfary, ponieważ ani ja, ani tym bardziej Paweł, nigdy nie byliśmy osobami, które dobrze by się czuły podczas wystąpień publicznych. Do tej pory pamiętam swój stres i spocone ręce za każdym razem, kiedy formą zaliczenia jakiegoś przedmiotu na studiach była prezentacja przed całą grupą. Brr. Najchętniej bym w ogóle bym to wyparła.

Ale do rzeczy.

Mieliśmy świadomość, że prowadzenie naszego projektu będzie wymagało od nas umiejętności dostosowywania się do wymagań rynku. I jakkolwiek rynek wydawniczy to głównie wydawanie książek (zaskoczenie, co? ;)), tak musieliśmy przecież jeszcze w jakiś sposób zbudować swoją markę. No a budowanie marki to podążanie za zmieniającymi się w zastraszającym tempie preferencjami użytkowników, w tym przypadku naszych czytelników.

To dlatego od kilku tygodni możecie uczestniczyć w prowadzonych przez nas facebookowych live’ach, a po polsku rzecz traktując – w transmisjach na żywo. Co jakiś czas możecie się z nami spotkać po drugiej stronie ekranu i posłuchać tego, co mamy Wam do powiedzenia. Bo prościej obejrzeć i posłuchać niż przeczytać, prawda?

Droga do live’ów była długa i wyboista (tak naprawdę nie aż tak bardzo, po prostu zawsze chciałam użyć tego sformułowania). Zanim je uruchomiliśmy, chcieliśmy przede wszystkim dograć szczegóły techniczne. Paweł zrobił research odnośnie do wymagań sprzętowych, które miały nam zapewnić maksymalnie dobrą jakość streamu. Na tej podstawie wybrał telefon nagrywający w full HD, mikrofon minimalizujący szumy dobiegające z otoczenia, czy laptop mający to wszystko udźwignąć. No i działamy na OBS-ie.

Nie będę ukrywać, że jesteśmy z tego naszego kroku uruchomienia streamów niezwykle zadowoleni. Za każdym razem po skończeniu nagrania otrzymujemy ogromną dawkę adrenaliny i przysłowiowego kopa do dalszego działania. Powoli oswajamy się z kamerą, uczymy się tego, jak nie wchodzić sobie w słowo, no i przede wszystkim stale poszukujemy tematów, które mogą wydawać się interesujące dla Was. W niedalekiej przyszłości planujemy również wejść w podcasty – zarówno od strony prowadzących, jak i uczestników. Ale o tym kiedy indziej… 😉

A jeśli mowa o innych formach promocji wydawnictwa niż tylko publikacje na blogu, ewentualnie w grupach tematycznych i innych miejscach do tego stworzonych, podęliśmy jeszcze dwa rodzaje działań.

Jednym z nich był udział w wywiadach radiowych. Pierwszy z nich został przeprowadzony przez naszego patrona, czyli Kamila Socika z „W Tonacji Kultury”. Ponadto wyjątkowym doświadczeniem była dla nas obecność w Radiu Wrocław Kultura (nadal z niecierpliwością czekamy na to nagranie, które już straaaasznie chcielibyśmy Wam pokazać). Myślę sobie, że idealnie złożyło się to w czasie ze wspomnianymi wcześniej transmisjami na żywo. Byliśmy już bowiem przynajmniej w jakimś stopniu przygotowani na to, że musimy się starać mówić ładnie, składnie i bez pośpiechu. Wiedzieliśmy też, że stres możemy wykorzystać jako czynnik motywujący, a nie deprymujący, a było to możliwe w dużej części właśnie przez udział we wcześniejszych nagraniach. Mówiłam Wam, że stale się uczymy, prawda? 🙂

Ostatnią formą „pokazania się w sieci”, o jakim chciałabym dziś wspomnieć, to podjęcie współpracy z blogerami książkowymi. Zdajemy sobie sprawę z faktu, że istnieje grono osób, które przez lata zgromadziły wokół siebie ogromną społeczność oddanych odbiorców. Osoby takie są swoistego rodzaju influencerami w obszarze, którego jesteśmy już niejako częścią. Dlatego w ciągu najbliższych miesięcy będziecie mieli okazję przeczytać w wielu niezależnych miejscach recenzje „Cmentarzyska”. Poza tym, że będzie to oczywiście forma wysyłania w świat wici na temat naszego wydawnictwa, będzie to też stanowić dla nas trudny do przecenienia feedback od ludzi, którzy w branży książkowej funkcjonują. A że my działamy na zasadzie samodoskonalenia, niwelowania błędów, ale też słuchania osób, które nierzadko są mądrzejsze od nas… wprost nie możemy się doczekać!

Do tej pory recenzja „Cmentarzyska” ukazała się zaledwie jedna, ale spokojnie, dopiero zaczynamy. Mamy nadzieję, że niebawem wydarzy się coś na zasadzie samonapędzającej się kuli śnieżnej i usłyszą o nas na drugim krańcu świata. Nie powiem, że byśmy sobie o tym po cichu nie marzyli ;).

 

Martyna

 

PS Ach, zapomniałabym! No i jesteśmy na LubimyCzytać!

Cmentarzysko.