#28 O pierwszym miesiącu “Cmentarzyska”

#28 O pierwszym miesiącu “Cmentarzyska”

Żyliście kiedyś w tempie tak dużym, że dni mijały Wam, zanim tak na dobrą sprawę zdążyliście przetrzeć zaspane oczy? W takim tempie, że zanim się zorientowaliście, pierwszy dzień miesiąca zamienił się w jeden z ostatnich?

W takim właśnie rytmie płynie ostatnio nasze życie. Wokół dzieje się tyle rzeczy, które najlepiej by było ogarnąć wszystkie na raz, że cały czas szukamy sposobu, żeby się w tym chaosie nie pogubić. Nie będę się rozdrabniać nad sprawami z wydawniczego punktu widzenia nieistotnymi. W tym całym natłoku zajęć jest bowiem coś, co jest istotne z Waszej perspektywy i co w jakiś sposób pozwala nam widzieć przed sobą jasno określony cel. Jest Kłobook. No i jest „Cmentarzysko”.

Od oficjalnej premiery powieści minął już prawie miesiąc, od uruchomienia przedsprzedaży – prawie dwa. Był to czas przysłowiowych wzlotów i upadków; tygodni, w których wszystko układało się po naszej myśli, oraz tych, które wolelibyśmy wykorzystać dużo lepiej. Jest przecież tak, że cały czas się uczymy i cały czas staramy się wdrażać nowe strategie mające na celu zwiększenie Waszego zainteresowania oraz dotarcie z informacją o tym, że w ogóle jesteśmy, do szerszego grona czytelników. Rozwój – tak to się chyba nazywa.

Poza standardowymi działaniami – tymi, które prowadzimy w zasadzie od samego początku – czyli obecnością na Facebooku, publikacjami opowiadań i pisaniem artykułów na blog, ostatnio jest nas „odrobinę więcej”. Prowadzimy transmisje na żywo, staramy się być aktywni w grupach branżowych, ustalamy szczegóły dotyczące współpracy z podcasterami, rozwijamy nasz Instagram i pracujemy nad naszą własną grupą na Facebooku. Ale – żeby się nie powtarzać – odeślę Was w tym miejscu do wpisu traktującego o nowych formach promocji wydawnictwa, bo przecież ten artykuł miał być zupełnie o czymś innym.

„Cmentarzysko” powoli zdobywa sobie swoich własnych, unikalnych odbiorców. Jako że jest to jeszcze niemowlę, na każdym kroku wymaga od nas bardzo dużo pomocy. Największym wyzwaniem okazuje się dobór odpowiednich form tej pomocy. Wiecie przecież, że istniejemy poza wielkimi sieciami dystrybucji. To nie jest więc tak, że – gdy z nudów wejdziecie do jakiejś przypadkowej księgarni – zupełnie przypadkowo traficie na tę cudowną okładkę i stwierdzicie „dobra, biorę!”. Musimy się postarać troszkę bardziej, żeby zaskarbić sobie Wasze zaufanie ;).

To, co nas wspiera, zwiększa świadomość naszej obecności oraz jednocześnie motywuje do dalszej pracy, to recenzje blogerów książkowych. Do tej pory ukazało się już kilka opinii na temat „Cmentarzyska” i każda – bez wyjątku – okazała się pozytywna.

“Cmentarzysko” jest książką, która poruszyła we mnie pewną nostalgiczną strunę, przez co kończyłam czytać trochę ze ściśniętym gardłem. Ta historia przywołuje we mnie wszystkie najlepsze wspomnienia lektur sprzed lat i twórców, których doceniam po dziś dzień. Na myśl przychodzi mi chociażby “Seria Niefortunnych Zdarzeń. Teraz nie ma takich książek!”

Mam wrażenie, że takich historii jak ta opisana w “Cmentarzysku” już się nie pisze. Kojarzy mi się z dawną twórczością Tima Burtona i treściami niby przeznaczonymi dla młodszej widowni, ale jednocześnie przeszytymi horrorowym klimatem i ukrytym znaczeniem, które odczytają jedynie starsi czytelnicy.

Ocena za PRZEPIĘKNE nastrojowe rysunki, poziomu prawie Tima Burtona. One mega podkręcają atmosferę i wizualizują to, co niewyobrażalne.

Osobiście uważam, że ta powieść powinna znaleźć się w ścisłej czołówce soft horroru, nie tylko dla dzieciaków młodszych i starszych, przez wzgląd na swój wygląd, cmentarną treść, kipiącą wszystkim co mroczne, straszne i upiorne, oraz przesłanie.

“Cmentarzysko” to zajmująca historyjka fantasy. Niejeden młodzik dobrze się przy niej poczuje. Ważne wartości i więzy rodzinne przemawiają na korzyść. Także solidarność przyjacielska, gdy nadzieja zaczyna gasnąć. Liczne sploty wydarzeń, nieprzewidziane przygody i tarapaty, nawet aluzja do literatury XX w.

To tylko niektóre z cytatów, jakie mieliśmy przyjemność przeczytać. Nie wiem, czy kiedykolwiek przestaniemy się z tego cieszyć tak, jak ma to miejsce w tej chwili ;).

Paweł czuje się też wyjątkowo z jeszcze jednego powodu. Bo wiecie – „Cmentarzysko” wylądowało jakiś czas temu na LubimyCzytać 🙂

Czy chcielibyśmy być zmuszeni do tego, żeby biegać na pocztę dwa razy dziennie ze względu na stale przybywające zamówienia? Jasne, że byśmy chcieli. Zdajemy sobie jednak sprawę z tego, że wszystko wymaga czasu, że wszystko po kolei. Ja jestem cierpliwa. Paweł mniej. No ale od czegoś są przyjaciele, prawda?

A na koniec – nie mogę sobie odmówić zaproszenia Was do naszego sklepu. Bo chyba fajnie by było trafić jeszcze na limitowaną edycję książki, z podpisem autora, prawda? 🙂

 

Martyna

“Cmentarzysko”