#36 O naszych pierwszych konwentach branżowych

Martyna Ościk

No i stało się. Ostatni weekend wakacji 2019 przeszedł do historii. Branża turystyczna powoli będzie mogła łapać oddech po najintensywniejszym okresie w roku, temperatury (miejmy nadzieję) zaczną przybierać wartości pozwalające na normalne funkcjonowanie, a dzieci i młodzież z mniejszym lub większym optymizmem będą dziś brały udział w apelach i innych formach uroczystych inauguracji roku szkolnego 2019/2020. A Kłobook? Kłobook powraca do Was w pełni sił po dwóch miesiącach po brzegi wypełnionych pracą. Bo udział w konwentach branżowych to nie jedyne warte uwagi wydarzenia ostatnich dwóch miesięcy. Pozwolę sobie pokrótce przedstawić przebieg naszych wakacji. No wiecie, tak żebyście nie mieli wrażenia, że cokolwiek Wam umknęło. Ale po kolei…

Udział w pierwszych konwentach branżowych

To zdecydowanie coś, czym chcemy się z Wami podzielić (jeśli oczywiście zdarzyło się tak, że jeszcze o tym nie słyszeliście). 

Na początku lipca we wrocławskiej Leśnicy odbyła się piętnasta edycja największego na Dolnym Śląsku święta miłośników fantastyki. Dni Fantastyki – bo o nich mowa – przekonały nas do siebie nie tylko dogodną lokalizacją i umiejscowieniem w przepięknym Centrum Kultury Zamek. Było to bowiem pierwsze wydarzenie, dzięki któremu nasze małe wydawnictwo miało okazję do bezpośredniego kontaktu z naszymi czytelnikami. Po raz pierwszy dostaliśmy też szansę na zaprezentowanie się przed szerszym gronem odbiorców, potencjalnie zainteresowanych tym, co robimy. I wiecie co? Rzeczywistość przerosła nasze najśmielsze oczekiwania! Nie wiem, czy to kwestia tego, że mieliśmy chyba najładniejsze stoisko na całych targach (serio, to nie tylko moje zdanie; i nie tylko Pawła; i nie tylko osób, które chcą nam się po prostu podlizać), czy bardziej tego, że uczestnicy Dni Fantastyki naprawdę chcieli wiedzieć, co takiego wydajemy i jakie są nasze plany na przyszłość. 

Grzechem byłoby nie wspomnieć o prelekcjach, jakie przygotowali nasi zdolni debiutanci, czyli Aga i Arnold. No bo nie śmielibyśmy sobie nawet wyobrazić tego, że zainteresowanie będzie tak duże, że skończą się miejsca w salach prelekcyjnych! 

Jak tak dalej pójdzie, to będziemy wszyscy robić furorę na każdym branżowym konwencie 😉 Musicie tylko mocno trzymać za nas kciuki… No i rozsiewać wici, że gdzieś tam, w odległym (albo pobliskim – zależy kto będzie prowadził tę narrację) Wrocławiu, powstało i funkcjonuje niepozorne Wydawnictwo Kłobook…

Dni Fantastyki 2019

Ale to nie wszystko. W międzyczasie zostaliśmy poinformowani o tym, że miasto Brzeg organizuje w tym roku pierwszą edycję Brzeskich Dni Fantastyki, na które zostaliśmy zaproszeni. Omamieni szałem wrocławskiego wydarzenia, bez wahania zdecydowaliśmy się wziąć w nich udział. Pomimo tego, że zasięg był dużo mniejszy, niesamowicie dużo radości sprawiła nam kolejna możliwość szerzenia świadomości na temat istnienia naszego wydawnictwa. Nie wspominając już o tym, że rozmowy z naszymi czytelnikami chyba nigdy nam się nie znudzą 🙂

Brzeskie Dni Fantastyki 2019

Przygotowanie pierwszego tomu „Dzieci Starych Bogów” do druku
Poza pełnym zapału promowaniem naszego wizerunku na spotkaniach branżowych, wakacje były również bardzo intensywnym okresem w kontekście procesu wydawniczego „Śmiechu diabła”. Paweł wraz z Agnieszką – jedną z najzdolniejszych literoklikacjących bestii – oraz naszym nowym ilustratorem – panem Łukaszem Piwińskim – bez wytchnienia pracowali nad okładką, której efektu nie można określić inaczej jak KOZACKI. Godziny dyskusji jednak nie poszły na marne, no musicie nam to przyznać 😉 Gdzieś obok byłam sobie ja, ze swoim nieodłącznym czerwonym długopisem, a na późniejszym etapie ze swoim nieodłącznym jabłkowym laptopem. Wyłapywałam błędy, wprowadzałam poprawki – najpierw zdanie po zdaniu, potem słowo po słowie, a na końcu litera po literze. Nasza pani składaczka miała niesamowicie dużo cierpliwości i mam nadzieję, że efekt naszych wspólnych starań zostanie przez Was doceniony. Bo też jest kozacki 😀

Agnieszka Miela – “Dzieci Starych Bogów: Śmiech diabła”

 Nawiązanie współpracy z Martyną Walerowicz

Sprawa, która wprawdzie znalazła się na trzecim miejscu niniejszego zestawienia, w żadnym wypadku nie można jednak powiedzieć, że ma to jakiekolwiek znaczenie. Jedynym kryterium była bowiem po prostu chronologia. Ale wracając… Mamy kolejną autorkę! Mamy autorkę książki, która wywołała we mnie i Pawle dokładnie takie same reakcje jak w przypadku Agi i Arnolda. 

Bo wiecie, w momencie, w którym dostajemy gro maszynopisów, przy wyborze tych, które wydamy, musimy kierować się obecnością pewnych wskaźników. Natomiast najważniejszym z takich wskaźników jest to trudne do opisania przeczucie. Przeczucie powodujące, że w chwili, gdy czytamy dany maszynopis, nie liczy się nic więcej. Czasem pojawia się gęsia skórka, czasem niecenzuralny okrzyk będący reakcją na przedstawione wydarzenia. No bo „jak ona mogła to zrobić?!” albo: „jak ona to wymyśliła?”. I tak naprawdę nie ma znaczenia, w jaki sposób ona to wymyśliła. Znaczenie ma fakt, że czytamy naprawdę dobrą lekturę, którą mamy okazję pokazać światu. 

A więc, Panie i Panowie, już w przyszłym roku będziecie mieli okazję przeczytać „Skarb Północy”!

Martyna Walerowicz

Początek prac nad artbookiem „Dzienników Ponurych”

Jest wśród Was ktoś, kto pamięta, od czego zaczynaliśmy? Jaki był pomysł na to, żeby Paweł zyskał sobie swoich pierwszych wiernych czytelników? Jeśli nie, bez obaw, zaraz się wszystkiego dowiecie. Jeśli tak, mamy dla Was wspaniałe wieści. Jesienią przyszłego roku ukaże się pierwszy artbook z „Dziennikami Ponurych!”. 

Przygody największego kanciarza wśród handlarzy magicznymi przedmiotami – pana Ponurego – oraz jego wiernego skryby, pracownika Urzędu do Spraw Błahych, Zawodów Przestarzałych i Nikomu Niepotrzebnych – pana Forge’a – trafią do Waszych rąk w postaci pięknie ilustrowanego albumu, za którego wizualną stronę będzie odpowiadał wspomniany przeze mnie wcześniej Łukasz Piwiński. 

Wychodzi więc na to, że to, co kiedyś mieliście okazję tak po prostu przeczytać na naszym blogu, teraz zyska należną sobie formę i będzie mogło stać się jedną z ładniejszych ozdób Waszych półek. Gwarantuję – znam Pawła za dobrze, żeby martwić się o to, że zrobi coś po łebkach 😉

Rodzina Ponurych

Ufff, nie pamiętam, kiedy miałam Wam aż tyle do przekazania. Mam jednak nadzieję, że choć przez moment podczas czytania tego artykułu poczuliście taką radość jak ja, gdy go pisałam.

Do poczytania już niebawem,

Martyna

PS Naprawdę straaaaasznie się cieszę, że wróciłam.  Tak strasznie, że nawet mnie nie obchodzi mnie to, że nie można cieszyć się strasznie 😉 

Martyna Ościk

Nowy wpis na naszym facebooku!

Nasza strona internetowa korzysta z plików cookie i innych technologii śledzenia, aby uzyskać najlepsze doświadczenia na naszej stronie. Aby uzyskać więcej informacji o przetwarzaniu danych osobowych przez Wydawnictwo Klobook, zapoznaj się z polityką prywatności