6. Pudełko pełne czekoladek

Arnold Cytrowski

KLIKNIJ, ABY ZOBACZYĆ PONIŻSZY WPIS W FORMIE VIDEO

Pudełko pełne czekoladek.

Naszła mnie taka refleksja, że te wszystkie moje wpisy brzmią trochę jak coachingowa gadka, i żeby to jakoś wszystko wyprostować, mówię:

Nigdy w życiu, przecież nie biorę za to pieniędzy. Co więcej, nie zamierzam. Taki po prostu jestem, no, lubię sobie tak gadać, gdybać tak sobie lubię, ogólnożyciowo.

Cytat stanowiący tytuł tego wpisu pochodzi oczywiście z „Forresta Gumpa”, jednego z bardziej znanych dzieł popkultury. Jego znaczenie zostało tam – to znaczy: w filmie – rozwinięte, dlatego też pod tym kątem nie będę się jakoś szczególnie rozwodził. Kto nie widział, ten trąba, że tak powiem. Lektura obowiązkowa, zapraszam na seans, z legalnych źródeł, oczywiście.

Chciałbym się tu przyjrzeć temu powiedzonku z trochę innej strony lub też, dla czepialskich, daną maksymę rozwinąć.

Z natury chyba jestem jakiś sceptyczny – z reguły na wszystko, co nowe, nastawiam się z ostrożnością, rezerwą stróżującego psa, to jest: opuszczam ogon, obserwuję i ciężko mnie do siebie przekonać. Stanowi to jakoś, a bo ja wiem, rdzeń mojej osobowości, nawet jeśli tego nie widać, nawet jeśli merdam ogonem, duchowy pies pasterski, oto cały ja.

No chyba po prostu się boję, strach taki, i już. Zmiany są przecież przerażające, w jakiś sposób.

Powiedzenie dotyczące pudełka czekoladek jest jak najbardziej słuszne, przecież nigdy nie wiemy, co nas spotka, to jasne, ale to, co zauważyłem z biegiem lat, to fakt, że z reguły rzeczy, które nas dopadają, które są nowe, których się nie spodziewamy, zaskakują nas głównie pozytywnie.

Jasne, zdarzają się przecież sprawy trudne, smutne i szare, ale – no, pierwszy Wam to przyznam – większość tego, co nas spotyka: nowe wrażenia, nowi ludzie, nowe doświadczenia – tak jak i czekoladki w bombonierce –są przecież słodkie.
I nie można przekreślać tej pyszności nawet wtedy, gdy jedna na dwadzieścia jest z cholernym marcepanem.

Dlatego właśnie życie jest tak niesamowite, jakby się zastanowić. Nieodkryte smaki są przecież najlepszym, co może nas spotkać, nie ma nic bardziej ludzkiego, niż poszerzanie horyzontów, niż podróż w nieznane. Zmiany, nowości są przecież sednem życia, a każdego wytrwałego śmiałka czeka nagroda; szczerze w to wierzę, naprawdę.

Dlatego warto się starać, dlatego warto się nie bać, warto próbować i iść naprzód. Przecież nawet gdy się potkniemy, gdy trafimy na marcepanowy przysmak (tutaj pytam serio: kto to w ogóle wymyślił, ten smak, co za zbrodniarz?!), nie ma co się zniechęcać, nie można, wykluczone!

Przecież najgorsze za nami, a wszystko, co potem, będzie smakowało tylko lepiej, jeszcze lepiej.

To tyle na dziś. Mój drogi wydawca (przymiotnik nie ma nic wspólnego z ceną, sic!) zasugerował, abym nagrał filmik promujący; zgodziłem się, mam głowę pełną pomysłów.

Nie wiem czy to się tym razem uda, jestem chory na gardziołko, skrzypię jak stare meble, jak Helena Bogacka z serialu „Lokatorzy” – jak nie wiecie, kto to, nie oglądajcie, odpuśćcie. Nie warto, serio mówię.

Z cyklu arnoldowych przemyśleń pozostanie jeszcze jedno, to dotyczące naszej cholernej, polskiej skromności, potem obiecuję przejść do konkretów.

Mam taki pomysł na cykl pod tytułem Sztuka tworzenia historii.Według mojego skromnego pojmowania, oczywiście.

No, a w międzyczasie premiera “Przez czas i przestrzeń” , podobno 2 kwietnia tego roku.

Kto by się spodziewał, prawda?

Ach, to pudełko pełne czekoladek.

Autor

PS Gwoli wyjaśnienia: nie tylko smak marcepanowy jest obrzydliwy.

Równie mocno nienawidzę czekoladek miętowych i tych z rodzynkami. Nie znoszę ich do tego stopnia, że w jednym z listów do Świętego Mikołaja napisałem nawet, żeby przestali to produkować, poważnie.

Nienawidzę jeszcze paru innych rzeczy.

Ale większość to kocham, poważnie. Życie jest super, jakby się zastanowić.

Forrest Gump.