7. Cholerna polska skromność

Arnold Cytrowski

PONIŻSZY WPIS ZNAJDZIECIE TAKŻE W FORMIE VIDEO

Cholerna polska skromność.

Temat ten chciałem poruszyć od dawna i im jestem starszy – a jestem już całkiem stary, do cholery jasnej – tym większe on oburzenie we mnie budzi.

Polska to kraj paradoksów.

Króluje tu kult skromności, kulenia głowy w ramiona, a gdy tylko ktoś coś osiągnie i ośmieli się, bezczelnik jeden, być z tego jawnie dumny, niech płonie na stosie.

Osobiście kult skromności utożsamiam z Adamem Małyszem, chyba głównie dlatego, że wychowałem się w latach „małyszomanii”, a sam skoczek zapisał się jako ikona popkultury, symbol naszych czasów i naszej ojczyzny. Skromny, utalentowany człowiek, wzór cnót wszelakich.

Z drugiej strony doskonale pamiętam: w czasach królowania pana Adama triumfy święcił także inny wybitny sporowiec, a mianowicie ona – Justyna Kowalczyk – pewna siebie, wygadana, o ile nie nawet „wyszczekana” kobieta, która zawsze mówiła to, co myślała.

Pamiętam doskonale dyskusje, które podsłuchiwałem: że Adaś taki fajny, a Justyna taka niezbyt, że bezczelna, że powinna być skromniejsza. Sam te opinie podchwytywałem, zresztą, a potem uznawałem jako swoje. Byłem przecież dzieckiem – a dzieci, jak wiadomo, to ciągle gorący miecz wykuwany na kowadle społeczeństwa.

A potem jakoś dojrzałem i – na szczęście – wyrobiłem sobie nową opinię, tym razem zupełnie własną.

Z całym szacunkiem dla króla Adama – który jest jednym z moich idoli – nie było nic złego w zachowaniu Justyny. Nie ma nic złego w tym, że była pewna siebie. Dlaczego miałaby nie być? Kto ma większe prawo do bycia pewnym siebie, dumnym z własnych dokonań, jeśli nie ktoś, kto zdobył mistrzostwo olimpijskie? Dlaczego nasze społeczeństwo tak bardzo neguje wyprostowaną postawę? Dlaczego od małego wdrukowywuje się to siłą w naszą świadomość?

Zejdźmy odrobinę niżej.

Jak reagujemy, gdy ktoś w nasze urodziny, w nasze święto, śpiewa nam „Sto lat”? Czy podnosimy dumnie głowę? Czy szczerzymy się, spoglądając śpiewającym w oczy? Czy w geście zwycięstwa unosimy w górę ręce? Nie, do cholery jasnej. Gapimy się w podłogę, mruczemy coś pod nosem, jesteśmy skrępowani. Jakim prawem? Przecież to nasze święto, a bliscy śpiewają piosenkę na naszą cześć.

Znam wielu ludzi, którzy robią fantastyczne rzeczy. Malują, rysują, piszą wiersze, grają na instrumentach, mają niesamowity talent aktorski, cokolwiek, no. Pytam ich o marzenia, co zamierzają z tym robić, a oni opuszczają głowy, machają ręką, dukają pod nosem coś w stylu: „A wiesz, ja tylko do szuflady”, „To tak tylko hobbystycznie, nic wielkiego”, „Mało komu się udaje”. Mówią to tonem, jakby im było W S T Y D.

Za co, ja się pytam?

Za co Wam wstyd, ludziska?

Człowiek powinien się wstydzić tego, jak haniebnie postępuje z innymi ludźmi, wstydzić się za cierpienie zwierząt, za zanieczyszczanie środowiska, za – nie wiem – plucie na ulicy. Ale za to, że robi coś, co nie jest pracą? I to dlaczego? Bo ktoś się krzywo spojrzy?

Podążając za cytatem z legendarnej gry Gothic: ludzie zawsze będą gadać. Nawet jeśli ktoś odkryje lek na raka, mogę się założyć, że znajdą się idioci, którzy będą go mierzyć wzrokiem Clinta Eastwooda, że będą go krytykować i wytykać palcami. Bo tacy znajdą się zawsze.

Nie, kochani. To, że zrobicie coś „do szuflady”, nie zmieni świata. Wiecie, moim zdaniem nie po to robi się rzeczy, żeby nic z tym nie robić dalej, żeby dać temu umrzeć w zapomnieniu. Rzeczy robi się po to, żeby wyrazić siebie. A nie wyraża się siebie samego samego do szuflady, do cholery jasnej. Wyraża się do całego pieprzonego uniwersum, pokazując mu, kim się jest, tam, od środka. I dzięki temu, być może, cały ten świat stanie się lepszym miejscem, choć odrobinę. Bo jeśli się nie wyrazicie, nie zmieni się zupełnie nic.

Bądźcie dumni z tego, co robicie. Coś Wam powiem, na zachętę: ja jestem. I nie widzę w tym nic złego. Spełniłem swoje marzenie, ludzie. Jakim prawem mam nie wypinać piersi? Jakim prawem mam patrzeć w podłogę i się z tego tłumaczyć?

Sukces, jak wszystko co dobre, rodzi się z miłości, nie z krytyki. Nie warto się przejmować ludźmi, którzy równają nas do dołu, nie warto być skromnym tylko po to, by wszystkich zadowolić. Większość ludzi jest życzliwa, miła i pomocna. Nie skupiajcie się na tej parszywiej reszcie, nie zakłamujcie sobie obrazu tym, że ktoś Was wytknął. To i tak się wydarzy, bo wszystko, co jaskrawe, zostanie zauważone.

Nie bądźcie skromni, gdy robicie coś dobrego. Mówcie o tym, co kochacie. Mówcie głośno. I patrzcie się rozmówcom w oczy. Niech wiedzą.  Niech czują. Kto wie, może ich też porwie? Może ich też natchniecie?

I jeszcze coś, tak na koniec. Nigdy w życiu nie napisałem żadnego negatywnego komentarza, nigdy nie brałem udziału w żadnym publicznym linczu. Nigdy mnie to nie interesowało.

I co? Źle na tym wyszedłem? Źle? No nie wiem. Mi się podoba, że jest, jak jest.

Skromność – nie polecam.

 

Gorąco pozdrawiam.

Adam Małysz.