Blog

5. Pretensjonalność i jak czerpać z niej korzyść

Okrągłe liczby. Wszyscy lubimy okrągłe liczby, okej? Tysiąclecie, dziesięciolecie, ćwierćwiecze, i tak dalej, i tak dalej, mógłbym wymieniać bez końca właściwie, prawda? W ogóle lubimy daty, pamiętamy je, dzielimy nasze żywoty na małe fragmenty, kawałki ciasta wycięte z blachy, staramy się oddzielić przeszłość od przyszłości grubą kreską, a wszystko po to, by móc krzyknąć coś w stylu: „Jutro będzie lepiej!” Tak przynajmniej przypuszczam. Wiara w cyferki to jedynie mały element układanki – tego, co nazywam pretensjonalnością. Jako ludzie uwielbiamy dorabiać ideologie do niemalże wszystkiego. Ba, jestem przekonany, że nawet najwięksi cynicy (do których sam nie należę – do tego trzeba być albo

Czytaj dalej »

4. Rozum a serce

Rozum a serce. Serce, rzecz jasna. Zawsze serce, bo najpierw musi zrodzić się idea, za którą ktoś rozumnie podąży. No, to by było na tyle, prawda? Wszystko wyjaśnione, wyłączamy laptopa, idziemy znowu w życie się zanurzyć, do widzenia, coś w ten deseń… A tych z Was, którzy mają akurat więcej czasu, zapraszam na dalszą część mojego grudniowego wywodu. Dla mnie, osobiście, szczerość przekazu zawsze będzie górować nad jego formą, bo po prostu wierzę, ba, nawet jestem przekonany, że to jedyna właściwa ścieżka, którą należy podążać w życiu, i jedyna, która gwarantuje satysfakcję, nawet jeśli ta miałaby okazać się bardziej gorzka niż

Czytaj dalej »

3. Poranek, kawa i jajecznica

Poranek, kawa i jajecznica – sekretne składniki, bez których nie wyobrażam sobie procesu twórczego. Żeby tworzyć, trzeba mieć wenę. Jest to prawda stara jak świat, prawda tak oczywista jak to, że woda wrze w stu stopniach. Ale czym jest wena? Szczerze mówiąc, nie znam oficjalnej regułki, która by ją określała, mam jednak własną, prywatną, może niepopularną: “Wena to stan umysłu, w którym nie musimy walczyć o przetrwanie, w którym – przynajmniej na moment – nie istnieją żadne zmartwienia; stan, w którym kreatywne myśli mogą się po prostu narodzić.” Wena jest czymś, co dopada każdego człowieka, od czasu do czasu przynajmniej. Z chwilowego,

Czytaj dalej »

2. Mozart pisał bez skreśleń

Mozart pisał bez skreśleń. Słyszeliście to już kiedyś? Pewnie nie. Ale ja bardzo lubię powiedzenia i ładnie brzmiące zdania. A to jest chyba moim ulubionym. Do tego wiąże się ściśle z moją opowieścią – z tym, jak ona powstała. Zanim zabijecie mnie za brak poszanowania zasad skromności, zanim uderzycie choćby jednym kamieniem, dajcie mi się wytłumaczyć. W żaden sposób nie porównuję się do Mistrza, który to, mając ułożoną w głowie całą arię, przenosił ją bezpośrednio na papier, nie czyniąc przy tym żadnych omyłek. Historia powstania bajki gryzie ową sentencję od innej zupełnie strony, dowodząc jednocześnie, że wszystko można interpretować po

Czytaj dalej »

1. Prolog

Hej tam, no cześć. Chyba czas, żebyśmy się poznali. Mam na imię Arnold. Nigdy nie przepadałem za swoim imieniem, które przez większość życia bardziej mi ciążyło, niż pomagało (tak, jeśli chodzi o wytykanie odmienności wszelakiej, dzieci bywają nader okrutne). Wszystko zmieniło się, gdy kiedyś – przez przypadek zupełnie – wyczytałem jego znaczenie. Oznacza ono  wznoszącego się orła. Stwierdziłem, że to całkiem w porządku. Zawsze fajnie być wznoszącym się orłem, tak myślę. Coś więcej o mnie? Co lubię? Czym się zajmuję? Tak pokrótce? No dobra, niech będzie. Kończę studia. Lubię wiele rzeczy, nic wymyślnego: książki, filmy, komputerowe gry… Lubię też dużo

Czytaj dalej »