Blog

14. Pozostałe filary, podsumowanie i do zobaczenia po wakacjach

Na koniec cztery filary opowiadania historii. Podkreślam, że CIĄGLE są to filary, jednakże te najważniejsze omówiłem wcześniej. Te pozwolę sobie omówić zbiorczo. No, może nie tak do końca zbiorczo. IV Nastrój Wynika niejako z narracji. Nastrój jest w opowiadanej historii czymś prawie że nienamacalnym, a jednak obecnym. Przyrównałbym go do zapachu. Czy macie też tak, że zapach – jak nic innego na Wielkim Świecie – potrafi Wam przytoczyć nieopisanie wspomnienia? Każdy pisarz – przynajmniej ten dobry, tak mniemam – tworzy swój własny, specyficzny nastrój, i tworzy go trochę niechcący. Dla mnie jest to coś nieuchwytnego – coś, czego nie da opisać

Czytaj dalej »

13. Kwiecień mojego życia

Kwiecień mojego życia. Andrzej Sapkowski napisał kiedyś: Coś się kończy, coś się zaczyna, a ja mam nadzieję, że zakończenie definitywnie najlepszego miesiąca w moim życiu jest początkiem czegoś więcej. Dokonało się: spełniłem swoje życiowe marzenie, zostałem pisarzem, tak na poważnie, a historię powstałą w mojej głowie utrwalono na nieśmiertelnych kartach książek. Nawet nie zdajecie sobie sprawy z ogromu ładunku emocjonalnego, który przeżywałem przez ostatnie dni. Muszę przyznać sam przed sobą, że nie docierało to do mnie aż do samego końca, i dobrze, bo inaczej chyba nie dałbym rady żyć, dosłownie. Nawet gdy miałem już w rękach długo oczekiwany egzemplarz okraszony moim

Czytaj dalej »

12. Sztuka składania historii. Część III. Narracja.

Narracja. To zdecydowanie mój ulubiony fundament każdej historii i wiele mnie kosztowało, by nie umieścić go na pierwszym miejscu. Tak, zgadliście. Prawdopodobnie. Pomówmy trochę o Terrym Pratchettcie. Jak wiecie – lub nie – za dzieciaka, z braku własnego komputera, czytałem całe mnóstwo książek. Czytałem tak dużo, że w pewnym momencie zabrakło lektur w naszej szkolnej bibliotece, toteż moja mama – w swojej wspaniałomyślności – zaczęła wypożyczać dla mnie książki z biblioteki miejskiej, skarbnicy literatury o zdecydowanie szerszym asortymencie. Z początku zafascynowałem się głównie twórczością Stephena Kinga, zaczytywałem się w niego namiętnie, ale musiał nadejść ten czas, że zabrakło i jego

Czytaj dalej »

11. Szalony czas

Szalony czas. Co za szalony, szalony czas. Dzieje się u mnie bardzo dużo, wiecie. Wyjazdy, podróże, więcej podróży, tysiące kilometrów, końcówka studiów, życiowe wybory, no i najważniejsze. Premiera, o której tak Wam trąbiłem, już jutro. Właściwie to do mnie nie dociera, robię za dnia tyle, że nie mam ani chwili, by o tym myśleć. Może to i dobrze. Może właśnie dzięki temu śpię spokojnie. Cholera jasna, uwielbiam spać, zabijcie mnie. Usiadłem na tyłku, godzina dwudziesta druga, puściłem sobie jakąś relaksacyjną muzykę, bo lubię tak na wieczór się odprężyć. Przede mną trzynastocalowy ekran mojego wysłużonego laptopa, który służył mi przez cały

Czytaj dalej »

10. Przed premierą

PONIŻSZY WPIS ZNAJDUJE SIĘ TAKŻE W FORMIE VIDEO Przed premierą. Tak. Czas zleciał jak strzał z bicza, znaczy się, że szybko, a mi zebrało się na sentymenty. Lada moment książka pojawi się w formie fizycznej, co oznacza, że – przynajmniej na obecny etap opowieści zwanej życiem – wszystko skończy się dobrze. Ale powoli, od początku. Napisałem „Przez czas i przestrzeń” w jeden dzień, bo musiałem, poniekąd. 2015 rok. Nigdy nie myślałem o tworzeniu bajek dla dzieci, ale w internecie pojawił się konkurs organizowany przez jedną z wielkich sieci supermarketów, czekałem na przypływ weny, a gdy okazało się, że termin zgłoszenia prac

Czytaj dalej »

9. Sztuka składania historii. Część II. Autentyczność postaci.

„O, cholercia, coś wysoko, panie autor. A gdzie niespodziewane zwroty akcji?” „Gdzie intryga szyta nićmi tak cienkimi, że naszycia widać tylko pod ultrafioletem?” „Gdzie świat tak oryginalny, że nie wymyśliłby go nigdy-nikt?” „Ty się, autor, puknij w głowę, bo się nic nie znasz. A tak w ogóle, to oddaj mi pieniądze.” Tak sobie właśnie wyobrażam Wasze krzyki oburzenia, ale Cytrowski jest Cytrowski i myśli po swojemu, on naprawdę rozebrał opowieść na czynniki pierwsze, postarał się. A pieniędzy nie oddam, bo nie mam. Jakby nie patrzeć, nawet w normalnym, realnym życiu, w tej naszej szarej rzeczywistości  wszystkie problemy i zawiązania akcji rodzą

Czytaj dalej »

8. Sztuka składania historii. Część I. Szczerość przekazu.

PONIŻSZY WPIS ZNAJDZIECIE TAKŻE W FORMIE VIDEO Na początek kilka słów wyjaśnienia na temat tego, skąd w ogóle pomysł na cykl taki, a nie inny. Każdy lubi co innego, prawda jasna jak diabli. Dla twórców – moim zdaniem – to sprawa szczególnie ważna: przecież to, co tworzymy, jest wypadkową tego, co nas kręci, z maleńkim – choć najważniejszym – zwieńczeniem w postaci dodania samego siebie, na sam czubek, jak gwiazdka na choince. Mój ranking dotyczył będzie czynników, które – według mojego pojmowania świata czy sztuki – najbardziej przekładają się na to, czy uznaję coś za arcydzieło, czy niekoniecznie. Pragnę jednocześnie

Czytaj dalej »

7. Cholerna polska skromność

PONIŻSZY WPIS ZNAJDZIECIE TAKŻE W FORMIE VIDEO Cholerna polska skromność. Temat ten chciałem poruszyć od dawna i im jestem starszy – a jestem już całkiem stary, do cholery jasnej – tym większe on oburzenie we mnie budzi. Polska to kraj paradoksów. Króluje tu kult skromności, kulenia głowy w ramiona, a gdy tylko ktoś coś osiągnie i ośmieli się, bezczelnik jeden, być z tego jawnie dumny, niech płonie na stosie. Osobiście kult skromności utożsamiam z Adamem Małyszem, chyba głównie dlatego, że wychowałem się w latach „małyszomanii”, a sam skoczek zapisał się jako ikona popkultury, symbol naszych czasów i naszej ojczyzny. Skromny,

Czytaj dalej »

6. Pudełko pełne czekoladek

KLIKNIJ, ABY ZOBACZYĆ PONIŻSZY WPIS W FORMIE VIDEO Pudełko pełne czekoladek. Naszła mnie taka refleksja, że te wszystkie moje wpisy brzmią trochę jak coachingowa gadka, i żeby to jakoś wszystko wyprostować, mówię: Nigdy w życiu, przecież nie biorę za to pieniędzy. Co więcej, nie zamierzam. Taki po prostu jestem, no, lubię sobie tak gadać, gdybać tak sobie lubię, ogólnożyciowo. Cytat stanowiący tytuł tego wpisu pochodzi oczywiście z „Forresta Gumpa”, jednego z bardziej znanych dzieł popkultury. Jego znaczenie zostało tam – to znaczy: w filmie – rozwinięte, dlatego też pod tym kątem nie będę się jakoś szczególnie rozwodził. Kto nie widział, ten

Czytaj dalej »

5. Pretensjonalność i jak czerpać z niej korzyść

Okrągłe liczby. Wszyscy lubimy okrągłe liczby, okej? Tysiąclecie, dziesięciolecie, ćwierćwiecze, i tak dalej, i tak dalej, mógłbym wymieniać bez końca właściwie, prawda? W ogóle lubimy daty, pamiętamy je, dzielimy nasze żywoty na małe fragmenty, kawałki ciasta wycięte z blachy, staramy się oddzielić przeszłość od przyszłości grubą kreską, a wszystko po to, by móc krzyknąć coś w stylu: „Jutro będzie lepiej!” Tak przynajmniej przypuszczam. Wiara w cyferki to jedynie mały element układanki – tego, co nazywam pretensjonalnością. Jako ludzie uwielbiamy dorabiać ideologie do niemalże wszystkiego. Ba, jestem przekonany, że nawet najwięksi cynicy (do których sam nie należę – do tego trzeba być albo

Czytaj dalej »

4. Rozum a serce

Rozum a serce. Serce, rzecz jasna. Zawsze serce, bo najpierw musi zrodzić się idea, za którą ktoś rozumnie podąży. No, to by było na tyle, prawda? Wszystko wyjaśnione, wyłączamy laptopa, idziemy znowu w życie się zanurzyć, do widzenia, coś w ten deseń… A tych z Was, którzy mają akurat więcej czasu, zapraszam na dalszą część mojego grudniowego wywodu. Dla mnie, osobiście, szczerość przekazu zawsze będzie górować nad jego formą, bo po prostu wierzę, ba, nawet jestem przekonany, że to jedyna właściwa ścieżka, którą należy podążać w życiu, i jedyna, która gwarantuje satysfakcję, nawet jeśli ta miałaby okazać się bardziej gorzka niż

Czytaj dalej »

3. Poranek, kawa i jajecznica

Poranek, kawa i jajecznica – sekretne składniki, bez których nie wyobrażam sobie procesu twórczego. Żeby tworzyć, trzeba mieć wenę. Jest to prawda stara jak świat, prawda tak oczywista jak to, że woda wrze w stu stopniach. Ale czym jest wena? Szczerze mówiąc, nie znam oficjalnej regułki, która by ją określała, mam jednak własną, prywatną, może niepopularną: “Wena to stan umysłu, w którym nie musimy walczyć o przetrwanie, w którym – przynajmniej na moment – nie istnieją żadne zmartwienia; stan, w którym kreatywne myśli mogą się po prostu narodzić.” Wena jest czymś, co dopada każdego człowieka, od czasu do czasu przynajmniej. Z chwilowego,

Czytaj dalej »

2. Mozart pisał bez skreśleń

Mozart pisał bez skreśleń. Słyszeliście to już kiedyś? Pewnie nie. Ale ja bardzo lubię powiedzenia i ładnie brzmiące zdania. A to jest chyba moim ulubionym. Do tego wiąże się ściśle z moją opowieścią – z tym, jak ona powstała. Zanim zabijecie mnie za brak poszanowania zasad skromności, zanim uderzycie choćby jednym kamieniem, dajcie mi się wytłumaczyć. W żaden sposób nie porównuję się do Mistrza, który to, mając ułożoną w głowie całą arię, przenosił ją bezpośrednio na papier, nie czyniąc przy tym żadnych omyłek. Historia powstania bajki gryzie ową sentencję od innej zupełnie strony, dowodząc jednocześnie, że wszystko można interpretować po

Czytaj dalej »

1. Prolog

Hej tam, no cześć. Chyba czas, żebyśmy się poznali. Mam na imię Arnold. Nigdy nie przepadałem za swoim imieniem, które przez większość życia bardziej mi ciążyło, niż pomagało (tak, jeśli chodzi o wytykanie odmienności wszelakiej, dzieci bywają nader okrutne). Wszystko zmieniło się, gdy kiedyś – przez przypadek zupełnie – wyczytałem jego znaczenie. Oznacza ono  wznoszącego się orła. Stwierdziłem, że to całkiem w porządku. Zawsze fajnie być wznoszącym się orłem, tak myślę. Coś więcej o mnie? Co lubię? Czym się zajmuję? Tak pokrótce? No dobra, niech będzie. Kończę studia. Lubię wiele rzeczy, nic wymyślnego: książki, filmy, komputerowe gry… Lubię też dużo

Czytaj dalej »