7. Magia kobieca

Aga Skrzypczak

Witajcie po raz kolejny! Kalendarz wskazuje mi właśnie końcówkę marca, co oznacza, że mamy już za sobą Dzień Kobiet. Przyznać mi się tu zaraz, kto z Was dostał z tej okazji kwiaty, a kto… no, po prostu dostał z powodu ich braku? Jeśli należycie do tej drugiej grupy, to łączę się z Wami w bólu, bo sama ledwo zaleczyłam rany po tym fantastycznym święcie. Jeszcze do niedawna prześladowały mnie w snach wykrzywione wściekłością twarze klientek, krzyczące coś o tych „procentach, które im się należą, bo przecież DZIEŃ KOBIET!” i zmęczone oblicza męskiej części kupujących, bąkających coś nieśmiało o nieudanych poszukiwaniach prezentu idealnego. Patrząc na to, co się wtedy działo, wcale nie dziwi mnie fakt odwiecznego przypisywania mojej płci posiadania niebezpiecznych mocy. Naprawdę, panowie, szanowni przodkowie, macie moje pełne poparcie w tej kwestii. Baby są jakieś inne. Ludzie z całego świata nie mogą się przecież mylić, prawda?

Na szczęście dla wszystkich, w odróżnieniu od ich pramatek, współczesne polskie kobiety nie wykazują większych powiązań z magią, pomijając cykliczne oddawanie się wróżbom, wiarę w horoskopy, czy stawianie tarota – do tego ostatniego sama się przyznaję. Wierzcie mi, tak jest dobrze. Gdyby wciąż posiadały wpisaną w ich historię potęgę, świat rychło dobiegłby końca. 

No dobra, to o co chodzi z tą całą kobiecą magią? Czy naprawdę było się czego bać?

Z otchłani wierzeń, mitów i legend wyłaniają nam się trzy główne, magiczne oblicza kobiety. Pierwsze, naczelne w większości kultur, to po prostu Matka – ta, która daje życie. Drugie związane jest bezpośrednio z seksualnością, a co za tym stoi, najbardziej zdradliwe i niebezpieczne dla męskiego rodu. Trzecie znacie dobrze z popkultury i bajek – mowa o stereotypowej wiedźmie. I pomyślcie tylko, że wszystkie one nadal kryją się w każdej przedstawicielce tej ponoć ładniejszej płci. To, z którym przyjdzie Wam się w danej chwili zmierzyć, jest zagadką nawet dla samych kobiet. 

Przyjmijmy jednak, że macie szczęście i trafiliście na lepszy czas swojej żeńskiej przyjaciółki, czy też do czasu i miejsca, gdzie skupiano się na opisywaniu opiekuńczych aspektów jej natury. Stajecie twarzą w twarz z samą Matką, nazywaną też niekiedy Matką Ziemią. Nasza mitologiczna bohaterka zazwyczaj zyskiwała ten zaszczytny tytuł, gdyż to od tego, czy była brzemienna, zależały losy życia na naszej planecie. Wraz z jej symbolicznym porodem, ziemia miała stawać się żyzna i pokrywać się zielenią, symbolizując tym samym nadejście wiosny, czy bardziej sprzyjających ludziom warunków. To właśnie na pierwotnej wierze w istnienie Pramatki opierają się wszelkiej maści tabu, obrzędy i rytuały dotyczące ciężarnych kobiet i tych, które niedawno rodziły.

Powszechnie uważano, a w niektórych rejonach świata wiara ta utrzymuje się do dziś, o czym opowiadam już na filmie, że ciężarne i położnice znajdowały się bliżej świata duchowego niż normalni ludzie. Wynikało to po części z dużej umieralności zarówno dzieci, jak i matek, przez co niekiedy nawet przez tydzień po porodzie kobieta i noworodek byli zupełnie odcinani od świata zewnętrznego. Miało to zmylić czające się wokół domu złe duchy, które w przeciwnym razie mogłyby położyć łapy na wciąż osłabionej parze i ściągnąć ją do krainy zmarłych. Dopiero, gdy oboje nabrali sił, ogłaszało się szerzej narodziny nowego członka społeczności. Bliskość świata duchowego ujawniała jednak niezwykłe umiejętności kobiet-matek i tym sposobem na Grenlandii wierzono, że kobiety, które niedawno urodziły, mogły wywoływać sztormy wydmuchując wciągnięte do ust powietrze. Częste są pochodzące z całego świata wzmianki o proroczych snach ciężarnych, wyjawiających niezwykłą przyszłość noszonych pod ich sercami dzieci. W końcu kto lepiej niż matka może wiedzieć, jaki los pisany jest jej potomstwu?

W Australii sprawy mają się nieco inaczej. Zdarza się, że mężatka odczuje nagle niespodziewany ból wewnątrz swego ciała, który może interpretować jako wczesny objaw ciąży. W takim przypadku powinna poinformować o tym zdarzeniu swego męża, wskazać mu miejsce, w którym do tego doszło, zaś jej małżonek, po naradzie z najważniejszym członkiem klanu, może ustalić, który z totemicznych przodków jest z tym miejscem związany. Kiedy indziej znaki dawane kobiecie są znacznie dokładniejsze i przyspieszają proces odnalezienia totemicznego opiekuna dla potomka. Znów, w bardzo wczesnym stadium ciąży, niejako potwierdzając dopiero, że kobieta jest brzemienna, przodkowie zsyłają na nią sny, w których wskazują jej istotę lub miejsce, stanowiące totem dziecka.

Więcej o tym, co jeszcze potrafiły ciężarne i dlaczego stanowiły zagrożenie dla innych, dowiecie się już z filmu. Teraz pora wspomnieć nieco o tym, co miało bezpośredni wpływ na pojawienie się ciąży. Opowiedzmy więc pokrótce o kobiecej seksualności.

Dziwnym sposobem to właśnie kobiety (czy też boginie) wiodą prym w wyścigu o tytuł najbardziej rozwiązłej istoty na ziemi. Miłośnicy Bliskiego Wschodu na samo wspomnienie Isztar powinni ujrzeć otaczających ją kapłanów i sługi świątynne, wśród których nie mogło zabraknąć eunuchów, transwestytów i prostytutek obu płci. Nie da się ukryć, że obsesją Isztar była szeroko pojęta seksualność. To samo przypisywano z resztą nordyckiej Freji, posądzając ją o to, że najwięcej radości znajduje w uganianiu się nocą za mężczyznami i że nie przepuściła żadnemu, każdego z nich czyniąc swoim kochankiem – niezależnie od tego, czy był bogiem, elfem czy… jej własnym bratem.

Wierzenia ze wszystkich stron świata wskazują na to, że by osiągnąć swój cel, którym często było właśnie osiągnięcie seksualnego spełnienia, kobiety nierzadko sięgały po różnej maści miłosne czary czy eliksiry. Miały dzięki nim zyskać przychylność serca swoich wybranków i uwiązać ich do siebie. Mężczyźni wykazywali się w tej samej kwestii większą prostotą – im często wystarczyło zaklęcie, dzięki któremu na jedną noc przybierali postać prawdziwego ukochanego kobiety. Miłość w sensie emocjonalnym była domeną kobiet, co czyniło ich czary znacznie okrutniejszymi. Wystarczy wspomnieć o kłopotach, jakie zesłała na Odyseusza czarodziejka Kirke, o wściekłości porzuconej Medei wobec Jazona, czy o występującej w niektórych podaniach niebywale wybujałej seksualności Morgany Le Fay, którą to potrafiła omamić nawet potężnego Merlina.

O ile przepisy na miłosne mikstury i treści zapewniających powodzenie u przeciwnej płci zaklęć wciąż pojawiają się w kolejnych, publikowanych na rynku książkach, tak niewiele pozycji traktuje o innej stronie kobiecej seksualności: dojrzewaniu i płodności. Jak wspomniałam wcześniej, kobieta ciężarna stawała się w pewien sposób wyjątkowa. W wielu miejscach niemal utożsamiano ją z samą Matką Ziemią i otaczano czcią, jednak zupełnie inaczej miały się sprawy z kobietami miesiączkującymi. Te, uznawane za nieczyste, bardzo często musiały opuszczać swoje społeczności na czas krwawienia (w niektórych miejscach wciąż jest to kultywowane), nie mogły zbliżać się do określonych zwierząt, potraw, czy nawet ujęć wody. Przypisywano im zdolność zsyłania chorób na ciężarne i ich dzieci, osuszania krów z mleka, a nawet – bójcie się, drodzy panowie – zsyłania na mężczyzn impotencji. To ostatnie podkreślane jest szczególnie w kulturze ludów Australii, silnie skupionej na kulcie fallicznym. Miesiączkujące kobiety bardzo długo były traktowane jako istoty nieczyste, a pochodząca z wiadomych miejsc krew miała mieć potężną i niebezpieczną dla mężczyzn moc. Wciąż jednak związane z jej zastosowaniem wierzenia nie zyskały aż tak wielkiej popularności, jak bardziej romantyczna wiara w niezwykłe działanie krwi dziewicy.

Jeśli mowa o magii związanej z kobiecością, nie możemy zapomnieć o tych przedstawicielkach płci pięknej, które zyskały największą sławę – o czarownicach. O tych, które zdawały się wiedzieć niemal wszystko o otaczającym je świecie i znały potężne czary. Myśląc o czarownicach, chyba najszybciej przed oczami stanie Wam widok kobiety, którą literatura łacińska określała krótkim, a zapewne budzącym teraz różne skojarzenia tytułem „anus”. Mianem tym opatrywano stare, często pijane kobiety, które nie były już w stanie zarabiać na swoje utrzymanie. Bardzo często przypisywano im pragnienie odzyskania młodości i przekwitłej seksualności, co w połączeniu z ich złymi charakterami bezpośrednio popychało je w kierunku szkodliwych czarów.

 W kulturze słowiańskiej najpopularniejszą wiedźmą jest chyba Baba Jaga – latająca w żelaznym moździerzu czarownica, miała zostawiać w ślad za sobą śmierć i wszelkiej maści choroby oraz żywić się mięsem małych dzieci. Poza tym występowanie złych czarownic na naszych terenach było niezwykle rzadkie w porównaniu do innych stron świata. Nie mniej wciąż żywe pozostają pewne elementy wierzeń mających uchronić dzieci przed czarami. Tak jest chociażby z wiarą w „złe oczy” czy „ociotowanie”, za którymi stać miały głównie kobiety. Nie wiem, jak jest u Was, ale w moich rodzinnych stronach świeżo upieczone matki wciąż przyszywają do wewnętrznej strony wózka, nad główką dziecka, medalik z matką boską i czerwoną kokardką. O ile wiara w ochronną moc medalika jest zrozumiała, o tyle wiele z nich zapomina już o znaczeniu kokardki, która miała pełnić rolę ochrony przed złym urokiem. Powszechnie wierzono, że pochylająca się nad noworodkiem starucha mówiąca, jaki to on jest ładny, może zesłać tym samym na dziecko pecha czy brzydotę. Dlatego najlepiej, profilaktycznie, na stwierdzenie „Jakie ładne dziecko!” rzucone z ust obcej osoby, wyszeptać pod nosem „Jak twoja dupa”. 

Temat czarownic, jakie znamy z wszelkiego rodzaju współczesnych mediów, jest na tyle szeroki, że wymagałby osobnego omówienia, dlatego pozwoliłam sobie ledwie go zarysować. Kiedyś, przy innej okazji, porozmawiamy sobie więcej o związanych z nimi ciekawostkach. Dajcie mi tylko znać, kiedy będziecie mieć na to ochotę.

Ten wpis, tak jak i poprzedni, postawił mnie przed koniecznością wprowadzenia cięć do przygotowanego przeze mnie materiału, który zwyczajnie okazał się być zbyt długi. Przypuszczam, że gdybym dobiła z tym tekstem do sześciu czy ośmiu stron (na tę chwilę ma on trzy), to mało kto dobrnąłby do końca. Jednak, żeby nie było, że pozostawiam Was z niczym, to w nagraniu uzupełniającym tę publikację poruszam tematy kobiety i jej roli magicznej między innymi w mitologii celtyckiej i nordyckiej oraz w wierzeniach grenlandzkich i algierskich. Mam nadzieję, że Wam się spodoba.

Jeśli chodzi o temat kwietniowej publikacji, to zdaję się na Was. O czym chcielibyście tym razem poczytać i posłuchać? Jeżeli coś chodzi Wam po głowie, dawajcie znać! Z chęcią podejmę się wyzwania.

Życzę Wam udanej końcówki marca i rozpoczęcia nowego miesiąca z przytupem, być może nawet w towarzystwie debiutanckiej książki Arnolda. Uwierzycie, że do jej premiery zostały tylko dwa tygodnie? To szalone, jak czas pędzi naprzód! 

Trzymajcie się ciepło i pamiętajcie, by w towarzystwie kobiet mieć się na baczności!

Aga

Magia kobiet -John William Waterhouse – Boreasz