12. Sztuka składania historii. Część III. Narracja.

Arnold Cytrowski

Narracja.

To zdecydowanie mój ulubiony fundament każdej historii i wiele mnie kosztowało, by nie umieścić go na pierwszym miejscu.

Tak, zgadliście.

Prawdopodobnie.

Pomówmy trochę o Terrym Pratchettcie.

Jak wiecie – lub nie – za dzieciaka, z braku własnego komputera, czytałem całe mnóstwo książek. Czytałem tak dużo, że w pewnym momencie zabrakło lektur w naszej szkolnej bibliotece, toteż moja mama – w swojej wspaniałomyślności – zaczęła wypożyczać dla mnie książki z biblioteki miejskiej, skarbnicy literatury o zdecydowanie szerszym asortymencie.

Z początku zafascynowałem się głównie twórczością Stephena Kinga, zaczytywałem się w niego namiętnie, ale musiał nadejść ten czas, że zabrakło i jego książek. Mama musiała wzruszyć wtedy swoimi ramionami, zastanowiła się chwilę, a potem – kto wie jakim zrządzeniem losu – sięgnęła po Świat Dysku.

Tak. To te książeczki fantasy o niepoważnych okładkach.

Wyglądały one naprawdę niepozornie, tak niepozornie, że trzynastoletni ja, poważny człowiek lubujący się w kolorze czarnym i mroku, złapałem się za głowę i zaparłem.

Powiedziałem sobie:

Nie będę tego czytał N I G D Y.

Ale czas mijał, książki leżały w zapomnieniu gdzieś obok łóżka przez bardzo długi czas, aż w końcu, gnany nudą – dzieci mają zadziwiająco dużo czasu na nudę i równie zadziwiająco tego nie doceniają – sięgnąłem po pierwszą z nich.

To nie była łatwa miłość.

Pierwsze kartki były dla mnie męczarnią. Przyzwyczajony do wartkiej akcji nie mogłem jakoś pogodzić z fabułą, która wydawała się ciągnąć jak ser na spaghetti bolognese. W pewnym momencie, gdzieś po kilkudziesięciu stronach byłem już gotów nawet odłożyć prozę Pratchetta na amen, by nie sięgnąć po nią nigdy więcej, ale przecież człowiek nic nie wie o świecie, nie zna dnia ani godziny, kiedy się zakocha.

No, a ja się zakochałem.

Powolna, błyskotliwa narracja przestała mi przeszkadzać, wręcz przeciwnie: zacząłem ją uwielbiać, zacząłem doceniać zgrabnie skonstruowane zdania i wypowiedzi, a te ulubione czytałem wręcz wielokrotnie.

Pochłonąłem pierwszą opowieść w jeden dzień (to był „Czarodziciel”), dzień później następną („Pomniejsze bóstwa”, moja ulubiona część cyklu, o której chciałbym kiedyś więcej Wam opowiedzieć). Trzeciego pochłonąłbym kolejną, ale nie było już czego.

Mama znowu musiała biec do biblioteki, jak kurier pocztowy.

Terry Prachett miał niesamowity dar przekazywania treści w sposób niezwykle zgrabny. Uświadomił mi, jak wiele racji jest w powiedzeniu, że nieważne co się mówi, ważne jak się mówi.

Część z Was może pomyśleć w tym momencie, że Pratchett to nudziarz, ale nic podobnego: trzeba po prostu przywyknąć do tego, że u tego Pana nacisk położony jest właśnie na narrację, i albo się to kocha, albo nie.

Ja kocham, tak całym sercem, zupełnie.

Czytajcie książki Terry’ego Pratchetta.

Narracja jest cholernie(tak, uwielbiam to słowo) ważna, i żeby uświadomić to Wam jeszcze bardziej, chciałbym posłużyć się jeszcze przykładem opowiadania dowcipów. Są osoby, które same z siebie są zabawne, i naprawdę mogą powiedzieć najgorszy dowcip na świecie, a Wam i tak uniosą się te kąciki ust, i tak anegdotka tego kogoś poprawi Wam humor. Z drugiej strony rodzą się też ludzie inteligentni, o umysłach skupionych jak stalowa kula, i choćby przekazywali najzabawniejszą historię świata nikt, ale to zupełnie nikt się nie zaśmieje.

Oczywiście narracja przeplata się z wieloma innymi fundamentami, czasem jedne wynikają z drugich i na odwrót, ale dla mnie właśnie ona – to jest narracja – jest w jakiś sposób najważniejsza.

Nie ma nic lepszego niż dobrze opowiedziana historia, a takich można słuchać przecież godzinami.

No, to na tyle.

Kłaniam się.

AHA: Możecie już kupić „Przez czas i przestrzeń”.

Włożyłem w tą książkę naprawdę dużo serca, napisałem ją najszczerzej jak się da, zamknąłem w jej kartach kawał swojej dziecinnej naiwności.

Opowieść czyta się łatwo i przyjemnie, tak myślę. Trochę w tym zasługi mojej, a trochę Martyny, mojej drogiej Pani Redaktor.

Nie czekajcie dłużej. Kupujcie, mówcie o tym, udostępniajcie.

Wszystkim nam wyjdzie to tylko na dobre.

Arnold i jego pierwsza książka!
Arnold Cytrowski

Nowy wpis na naszym facebooku!

Nasza strona internetowa korzysta z plików cookie i innych technologii śledzenia, aby uzyskać najlepsze doświadczenia na naszej stronie. Aby uzyskać więcej informacji o przetwarzaniu danych osobowych przez Wydawnictwo Klobook, zapoznaj się z polityką prywatności