1. Wnioski po publikacji “Cmentarzyska”

Paweł Fijałkowski

Od publikacji mojej debiutanckiej książki minęło pół roku. Właśnie policzyłem to na palcach, recytując z myślach: październik, listopad, grudzień, i tak dalej. Nawet nie wiem, kiedy to tak szybko zleciało i jak to się stało, że popełniłem błędy, które popełniłem. Teraz jestem mądry, bo już po fakcie, ale wiem, że mogłem się bardziej postarać i ciężej pracować. Nie tylko nad powieścią, ale również nad wydawnictwem. 

Obiecuję, że nie będzie to wpis poświęcony narzekaniu! Przysięgam na mojego psa, Gandalfa! Nazywanego też przez najbliższych „Cziken legsem”, a to ze względu na jego tylne łapy, które do złudzenia przypominają udka kurczaka, które widujemy w lodówkach supermarketów.

Jednym z najważniejszych wniosków, jakie nasunęły mi się w ciągu ostatnich sześciu miesięcy jest to, że powinienem był poczekać z publikacją jeszcze tak ze trzy lata. Ćwiczyć i rzeźbić tekst, dopóki nie byłby wystarczająco dobry.

– Za te trzy lata też nie byłbyś zadowolony z efektów swojej pracy – odpowiedziała mi Martyna, ale wiedziałem, że rozumie o co mi chodzi. – Poza tym każdy pisarz musiał kiedyś zacząć. Spójrz sobie na pierwszą książkę Piskorskiego i porównaj z „Czterdzieści i cztery”. Niebo a ziemia!

Pewnie ma rację, jak to osoba potrafiąca spojrzeć z dystansu na sprawę. Nie zdarzyło się, żebym kiedykolwiek był usatysfakcjonowany z tego, co napisałem i wcale nie mam na myśli tego, że wydałem „Cmentarzysko”, sądząc, że to zła książka. Uwielbiam tę historię i kocham bohaterów, którzy towarzyszyli mi przez tyle miesięcy, ale… sądzę, że gdybym poćwiczył jeszcze kilka lat, to moi czytelnicy dostaliby lepiej napisaną historię. Za trzy lata pewnie myślałbym tak samo, ale co zrobisz, jak nic nie zrobisz.

Zmierzyłem się też z prawdziwym hejtem, o którym możecie poczytać TUTAJ. Dostałem swoją pierwszą jedynkę na Lubimy Czytać i mam swoje grono antyfanów dowodzonych przez człowieka, który obraził się na nas za to, że nie chcieliśmy wydać jego antologii. Przełknąłem hejt argumentowany tym, że nie muszą wchodzić na stronę, żeby wiedzieć, że to gówno, tak jak nie muszą strzelać sobie w głowę, żeby wiedzieć, że broń zabija.

Pewna osoba powiedziała mi, że skoro mam swoich hejterów, to znaczy, że jestem pisarzem. Później mi pogratulowała. Powiem Wam, że to święta prawda i powoli godzę się z myślą, że nigdy nie napiszę książki, która spodoba się wszystkim. Cieszę się, że podoba się ludziom, którzy czytują dużo literatury młodzieżowej. Dziękuję za Wasze komentarze i opinie na blogach! Jesteście wielcy!

Siedząc teraz i pisząc dla Was ten artykuł, wiem, że to wszystko, co wymieniłem wyżej, było mi niezwykle potrzebne. Hejt pozwolił mi przestać bujać w obłokach i nie przejmować się komentarzami z rodzaju tych, o jakich wspomniałem wyżej, a pozytywne opinie utwierdziły mnie w przekonaniu, że idę w dobrym kierunku i mam dobre pomysły, aczkolwiek warsztat wymaga masy ćwiczeń. Całe szczęście, że nigdzie się nie wybieram! Przynajmniej tak mi się wydaje. Obejrzałem się przed chwilą przez ramię i nie dostrzegłem Kostuchy stojącej nade mną z kosą i tupiącej kościstą nóżką ze zniecierpliwieniem. Cisnę więc dalej!

Teraz chciałbym się podzielić z Wami czymś, o czym wiedzą tylko dwie osoby.

Moja druga książka będzie nosić tytuł „Niecodzienna fucha pana Forge’a” i opowie o wydarzeniach, które nastąpiły od razu po zakończeniu akcji „Cmentarzyska”. Nie skoncentruje się jednak na dalszych losach porwanego Marka, a na ojcu małego Daniela, który zdecydował się podjąć współpracę z naszym ulubionym skrybą. Obaj wyruszą w podróż na Bagna w celu odnalezienia… taaa, jasne na pewno Wam powiem.

Napisałem już 12 z 20 zaplanowanych rozdziałów, lecz każdy z nich zamierzam rozebrać na części, przepisać i poprawiać tak długo, aż będę wymiotował tą historią. Dialogi, z którymi mam problem, zamierzam przeczytać na głos w towarzystwie beta czytelników i poprawiać je tak długo, dopóki każdy z bohaterów nie nabierze swojej własnej maniery i charakteru. Nie chciałbym być pisarzem, który nie uczy się na błędach.

Nie sądzę, by powieść ukazała się w tym roku. Właściwie jestem tego pewien, ale mam nadzieję, że Ci, którzy lubią „Cmentarzysko” nie znienawidzą mnie za bardzo. To w sumie trochę ich wina. To Wasze konstruktywne komentarze powiedziały mi, na co zwrócić uwagę i nad czym muszę popracować. Uważam, że byłbym świnią, gdybym po prostu „odklepał” kolejną książkę, ignorując te rady. Rosnące saldo na firmowym koncie w dniu premiery i w późniejszych tygodniach nie jest warte tego, żeby zawieść osoby, na których najbardziej mi zależy, czyli moich czytelników. Nie chciałbym też zawieść samego siebie, przyznaję bez bicia. No i żeby mama nie musiała się mnie wstydzić na mieście.

Mam więc nadzieję, że dwuletnia przerwa pomiędzy jedną książką a drugą nie sprawi, że o mnie zapomnicie. Podjąłem tę decyzję na podstawie ostatnich sześciu miesięcy. To są właśnie wnioski, jakie wyciągnąłem po premierze „Cmentarzyska”.

Dzięki za wszystko,

A.Forge

rpt
Paweł Fijałkowski

Nowy wpis na naszym facebooku!

Nasza strona internetowa korzysta z plików cookie i innych technologii śledzenia, aby uzyskać najlepsze doświadczenia na naszej stronie. Aby uzyskać więcej informacji o przetwarzaniu danych osobowych przez Wydawnictwo Klobook, zapoznaj się z polityką prywatności