Z dziennika Ponurych

“Cmentarzysko”

Fragment   Kilka słów wprowadzających… Kostusza należy do jednego z tych miasteczek, gdzie znajduje się kilka sklepów na krzyż, parę pizzerii, z których każda zdobyła już swoich wiernych klientów pozwalających jej funkcjonować na godnym poziomie i zapewnić pracę innym. Jest też przedszkole, gdzie opiekunki wykonują swój zawód z prawdziwą pasją, szkoła podstawowa, gimnazjum, liceum i biblioteka. Dziwną rzeczą w Kostuszy może wydawać się to, iż na terenie miasta znajduje się tylko jeden kościół. Nie ma żadnych innych i nigdy nie będzie. Tak bowiem zostało zapisane w testamencie założyciela miasta i żaden z obywateli piastujących stanowisko burmistrza nie miał śmiałości ani

Czytaj dalej »

Opowieść o ptaku, który uciekł z domu

I Jak podpowiada powyższy tytuł, będzie to krótka opowieść o pewnym magicznym stworzeniu, które strzeliło focha i postanowiło uciec z domu. Mówiłem Wam kiedyś, że nie przepadam za Kłobukiem, prawda? No więc moja lekka antypatia… Aaaa chrzanić to, nienawidzę tego ptaszyska! Wiem, że powtarzam to przy każdej okazji, ale gdybyście musieli spędzić z nim chociaż jeden dzień, mielibyście podobne odczucia. Nie dość, że trzeba mu usługiwać, to jeszcze mały śmierdziel wymaga, żeby człowiek cieszył się z tego, że mieszka z nim pod jednym dachem. Sytuacja skomplikowała się pewnego dnia, kiedy mały Aleksander wpadł do kuchni z twarzą białą jak papier

Czytaj dalej »

Kobieta z zaszytymi ustami, cz.2

I Na czym to ja ostatnio skończyłem? Aha, próbowałem pięściami wybić okno, ukrywając się pod postacią otyłej góralki w obrzydliwie jaskrawej ludowej sukience, podczas gdy jakieś monstrum znajdowało się kilka centymetrów ode mnie i mojego pracodawcy, i najprawdopodobniej chciało nas zabić. Ciężkie życie skryby. Pochyliło się nad nami, wyciągając te swoje owrzodzone, obrzydliwe łapska, które domagały się choćby najtańszego rodzaju manicure. Wtedy pan Ponury otworzył mały portal, bezceremonialnie wepchnął mnie do środka, po czym sam w niego wskoczył. Z racji tego, że budynek należący do tych starych górskich kozic z reumatyzmem został szczelnie zapieczętowany zaklęciami, nie mogliśmy teleportować się poza

Czytaj dalej »

Kobieta z zaszytymi ustami, cz.1

I Po incydencie z Wieszczym ja i pan Ponury zaszyliśmy się na jakiś czas w domu. Duży budynek z małą wieżyczką i strychem wymagał ciągłych napraw – tutaj coś przeciekało, tam trzeba było przybić gwoździa, gdzieś indziej wyrównać ściany. Trawnik na zewnątrz sam się nie skosi, a krzaki nie przytną. Jakby zebrać wszystko do kupy, to pracy na cały dzień. Tak więc wraz z moim pracodawcą spędziliśmy dobry tydzień na poszukiwaniu w gazetach i Internecie kogoś, kto mógłby zrobić to za nas. Niestety nikt nam nie przypasował – wszyscy chcieli za robotę pieniędzy. Podczas bezsennych godzin nocnych wałęsałem się po

Czytaj dalej »

Wieszczy

I Nienawidzę tego ptaka, pomyślałem z niechęcią, wchodząc po rozlatujących się schodach w domu państwa Ponurych. Nie cierpię tego umazanego smarem, zmokłego kuraka. Niby czemu to ja mam codziennie przynosić mu żarcie?! Jestem skrybą, a nie służącym! Robiłem to jednak każdego dnia. Pani Ponura, nie mniej zniechęcona ode mnie, odmówiła przebywania w towarzystwie Kłobuka, a tym bardziej zanoszenia mu posiłków. Stwierdziła, że wystarczy, iż musi mu je robić, co mój pracodawca i tak osiągnął cudem po tygodniu błagań. Za pierwszym razem po prostu nakazał swojej żonie „robienie tego, co do niej należy”, ale szybko pożałował tonu, a tym bardziej zwrotów,

Czytaj dalej »

Upiorzyca, cz.2

I Co za mała, płaczliwa łajza, pomyślałem z pogardą, obserwując przez okno mojego pracodawcę. Nic, tylko powierzać mu najbardziej strzeżone tajemnice magicznego świata. Pan Ponury siedział na prostym drewnianym krześle. Wykręcone do tyłu ręce, wraz z kostkami, miał przywiązane do jego nóg. Był zasmarkany i mokry od płaczu – jak mała dziewczynka, której ukradziono pierwszy rower. Jeszcze nic mu nie zdążyli zrobić! No dobra, poszarpali go trochę, rozdarli w kilku miejscach jego ukochaną marynarkę, ale nawet w gębę nie dostał. Wspólnik Bannika stał przed nim (plecami do mnie) i podwijał dopiero rękawy swojej koszuli. Tak, wróciłem po niego. Wyrzuty sumienia

Czytaj dalej »

Upiorzyca, cz.1

I Stałem wraz z moim pracodawcą w błocie, a nasze włosy i ubrania rozwiewał przyjemnie chłodny wietrzyk. Było ciepło, lecz mimo to zarzuciliśmy na plecy cienkie płaszcze. Ja – czarny i prosty, pan Ponury – w kratę (musiał przecież pasować do garnituru). Nie wiedzieliśmy, kiedy zmieni się pogoda, ani jak długo będziemy musieli siedzieć w tej zapomnianej przez Boga, przyprawiającej o dreszcze i depresję dziurze. Jeśli już chcecie wiedzieć, to wcale bym się nie obraził, gdyby mój pracodawca chociaż raz przyjął zlecenie na Hawajach albo Karaibach. Przez zdecydowaną większość mojej służby u Ponurych taplam się w bagnach, nurkuję w brudnych

Czytaj dalej »

Zmieniacz

I Ja i pan Ponury leżeliśmy na zdezelowanych, odrobinę zardzewiałych i lekko podziurawionych leżakach w ogrodzie otoczonym ze wszystkich stron niewiarygodnie wysokim żywopłotem. Zażywaliśmy letniego słońca. To był pierwszy wolny dzień od czterech miesięcy i z radością… No, po prawdzie to ja zażywałem słońca z radością, a pan Ponury raczej z tą samą emocją, jaka towarzyszyła mu codziennie od niepamiętnych czasów. Znudzona obojętność – tak chyba można nazwać uczucie, które jest najbliższym odpowiednikiem szczęścia w tej rodzinie. … chłonąłem swoją skórą każdy ciepły promień. Mój pracodawca leżał obok mnie w swoim kraciastym garniturze, standardowych przykrótkich spodniach i pantoflach wypastowanych na

Czytaj dalej »

Tajemnicza choroba pana Forge’a

I Nazywam się Atticus Forge i należę do klanu najlepszych skrybów magicznego świata. Nie każdy może pracować dla Urzędu do Spraw Błahych, Zawodów Przestarzałych i Nikomu Niepotrzebnych. Jesteśmy elitarną jednostką, której członkowie sprostali w swoim bardzo długim życiu chyba każdemu możliwemu wyzwaniu, jakie tylko Los przed nimi postawił. Przeżyliśmy wszystko i jesteśmy niezniszczalni! A psiiiikkk! O czym to ja pisałem? Aaa tak! Nazywam się Atticus Forge i jestem strasznie, ale to strasznie chory. Możliwe, że to moje ostatnie chwile na tym padole łez, dlatego postanowiłem zapisać je tutaj. To lekkie nagięcie zasad, bo w końcu to dziennik przygód mojego pracodawcy

Czytaj dalej »

Kłobuk

I Obserwowałem pana Ponurego z kąta pokoju. Chodził to w jedną, to w drugą stronę, zgarniając do swojej podręcznej walizki przeróżne rzeczy, bez których nie mógłby się obejść. Miał na sobie swój tradycyjny strój służbowy, czyli kraciasty garnitur z przykrótkimi spodniami, naciągnięte do połowy łydek skarpety, nieskazitelnie białą koszulę i wyczyszczone na wysoki połysk, czarne buty. Moim zdaniem wyglądał nieco śmiesznie – szczególnie, że jest wysoki jak tyczka i tak samo chudy. No i mógłby coś zrobić z włosami, ale to właściwie nie moja sprawa. Ja mam tylko to wszystko spisywać, a że robię to skrupulatnie i nigdy nie nawalam,

Czytaj dalej »