Z dziennika Ponurych

Upiorzyca, cz.2

Upiorzyca, cz.2 I Co za mała, płaczliwa łajza, pomyślałem z pogardą, obserwując przez okno mojego pracodawcę. Nic, tylko powierzać mu najbardziej strzeżone tajemnice magicznego świata. Pan Ponury siedział na prostym drewnianym krześle. Wykręcone do tyłu ręce, wraz z kostkami, miał przywiązane do jego nóg. Był zasmarkany i mokry od płaczu – jak mała dziewczynka, której ukradziono pierwszy rower. Jeszcze nic mu nie zdążyli zrobić! No dobra, poszarpali go trochę, rozdarli w kilku miejscach jego ukochaną marynarkę, ale nawet w gębę nie dostał. Wspólnik Bannika stał przed nim (plecami do mnie) i podwijał dopiero rękawy swojej koszuli. Tak, wróciłem po niego.

Czytaj dalej »

Upiorzyca, cz.1

Upiorzyca, cz.1 I Stałem wraz z moim pracodawcą w błocie, a nasze włosy i ubrania rozwiewał przyjemnie chłodny wietrzyk. Było ciepło, lecz mimo to zarzuciliśmy na plecy cienkie płaszcze. Ja – czarny i prosty, pan Ponury – w kratę (musiał przecież pasować do garnituru). Nie wiedzieliśmy, kiedy zmieni się pogoda, ani jak długo będziemy musieli siedzieć w tej zapomnianej przez Boga, przyprawiającej o dreszcze i depresję dziurze. Jeśli już chcecie wiedzieć, to wcale bym się nie obraził, gdyby mój pracodawca chociaż raz przyjął zlecenie na Hawajach albo Karaibach. Przez zdecydowaną większość mojej służby u Ponurych taplam się w bagnach, nurkuję

Czytaj dalej »

Zmieniacz

Zmieniacz I Ja i pan Ponury leżeliśmy na zdezelowanych, odrobinę zardzewiałych i lekko podziurawionych leżakach w ogrodzie otoczonym ze wszystkich stron niewiarygodnie wysokim żywopłotem. Zażywaliśmy letniego słońca. To był pierwszy wolny dzień od czterech miesięcy i z radością… No, po prawdzie to ja zażywałem słońca z radością, a pan Ponury raczej z tą samą emocją, jaka towarzyszyła mu codziennie od niepamiętnych czasów. Znudzona obojętność – tak chyba można nazwać uczucie, które jest najbliższym odpowiednikiem szczęścia w tej rodzinie. … chłonąłem swoją skórą każdy ciepły promień. Mój pracodawca leżał obok mnie w swoim kraciastym garniturze, standardowych przykrótkich spodniach i pantoflach wypastowanych

Czytaj dalej »

Tajemnicza choroba pana Forge’a

Tajemnicza choroba pana Forge’a I Nazywam się Atticus Forge i należę do klanu najlepszych skrybów magicznego świata. Nie każdy może pracować dla Urzędu do Spraw Błahych, Zawodów Przestarzałych i Nikomu Niepotrzebnych. Jesteśmy elitarną jednostką, której członkowie sprostali w swoim bardzo długim życiu chyba każdemu możliwemu wyzwaniu, jakie tylko Los przed nimi postawił. Przeżyliśmy wszystko i jesteśmy niezniszczalni! A psiiiikkk! O czym to ja pisałem? Aaa tak! Nazywam się Atticus Forge i jestem strasznie, ale to strasznie chory. Możliwe, że to moje ostatnie chwile na tym padole łez, dlatego postanowiłem zapisać je tutaj. To lekkie nagięcie zasad, bo w końcu to

Czytaj dalej »

Kłobuk

Kłobuk I Obserwowałem pana Ponurego z kąta pokoju. Chodził to w jedną, to w drugą stronę, zgarniając do swojej podręcznej walizki przeróżne rzeczy, bez których nie mógłby się obejść. Miał na sobie swój tradycyjny strój służbowy, czyli kraciasty garnitur z przykrótkimi spodniami, naciągnięte do połowy łydek skarpety, nieskazitelnie białą koszulę i wyczyszczone na wysoki połysk czarne buty. Moim zdaniem wyglądał nieco śmiesznie – szczególnie, że jest wysoki jak tyczka i tak samo chudy. No i mógłby coś zrobić z włosami, ale to właściwie nie moja sprawa. Ja mam tylko to wszystko spisywać, a że robię to skrupulatnie i nigdy nie

Czytaj dalej »

Publikacja objęta jest prawem autorskim. Wszelkie prawa zastrzeżone. Kłobook ©Copyright 2018