Życie zaskakuje

Życie zaskakuje

Przetrwałem już na tym świecie ładnych kilkaset lat, a życie ciągle jest dla mnie nieprzewidywalne. Nigdy bym nie pomyślał, że spędzę zdecydowaną większość mojego żywota na służbie u kolejnych Ponurych, spisując ich zasmarkane przygody, notując każde łgarstwo, jakim raczyli naiwnych, zdesperowanych potrzebujących, i pomagając w kradzieży tego i owego. No cóż, życie zaskakuje i nie można go spędzić, siedząc w jednym z ciepłych pokoi Urzędu do Spraw Błahych, Zawodów Przestarzałych i Nikomu Niepotrzebnych.

Przyznam też szczerze, że widziałem niejedno. Odkrywałem wraz z Ponurymi rzeczy wcześniej owiane tajemnicą, rozwiązywaliśmy zagadki, z którymi nie radziły sobie pokolenia, i demaskowaliśmy największe szwindle w historii ludzkości… oczywiście skrzętnie tuszując nasze własne.

Od dziecka lubiłem tworzyć, więc życie pisarza było mi przeznaczone i niezwykle przeze mnie wyczekiwane. Pierwsze stulecia mojej służby minęły dość szybko. Jeździłem z moimi pracodawcami po świecie, a później siadałem przy biurku i przelewałem najpierw na papier (a później monitor komputera) wszystko, co nam się przydarzyło. Niejednokrotnie zaśmiewałem się do rozpuku, przypominając sobie co śmieszniejsze sytuacje, których przyszło mi uczestniczyć. Tym bardziej nie mogę pogodzić się z tym, że dałem się zrobić w jajo dwóm gówniarzom.

Ale po kolei.

Idąc z duchem czasu, postanowiłem publikować na własnej stronie internetowej opowiadania i wpisy z dzienników Ponurych. Przyznam, że z początku było to uwłaczające. Taki wielki i szanowany pisarz jak ja powinien wydawać książki w drogich, bogato zdobionych okładkach, a zabijanie się o nie w księgarniach powinno stanowić obowiązek każdego szanującego się człowieka czytającego. No ale cóż… jak już pisałem – życie zaskakuje. Podpisała ze mną umowę dwójka wyrostków, którzy zapewniali, że będę zadowolony. Jedyne, co miałem robić, to oddawać im teksty z wyprzedzeniem, a potem wprowadzać poprawki. Poprawki… pfff, że niby ktoś taki jak ja mógłby popełnić błąd! Pewnie tamta mała zdzi… dziewczynka zmienia celowo treść, żeby mi potem pobazgrać na czerwono całe kartki!

Na czym to ja jednak skończyłem? Aha! Cierpliwie znosiłem więc te ich obelgi i obrzucanie mnie pomówieniami, jakobym popełnił błąd stylistyczny lub składniowy w moich opowiadaniach. Poprawiałem wszystko według wskazówek, ciesząc się, że czytelnicy mogą poznać moje przygody. Sprawdzałem od czasu do czasu statystyki bloga, napawając się rosnącą popularnością historii rodziny Ponurych. Aż tu pewnego dnia otworzyłem pocztę i opadła mi szczęka…

Te dwa zawszone bachory wymagały ode mnie, bym jeszcze bardziej udzielał się na stronie! Jak już wspomniałem – przeżyłem i widziałem w życiu niejedno. ALE ŻE BĘDĘ MUSIAŁ PISAĆ, KURDE, BLOGA TO NIGDY BYM NIE POMYŚLAŁ! Niby mam wrzucać tylko jeden, maksymalnie dwa wpisy w miesiącu. Zapewniono mnie, że nawet tego nie odczuję. Jasne! Próbowałem się z tego wymigać, ale podobno podpisałem umowę, w której jest kruczek zmuszający mnie do takiej właśnie promocji mojej własnej powieści i samego wydawnictwa.

Przyznaję, składając podpis, mogłem odznaczać się stanem pewnej nietrzeźwości, ale coś takiego na pewno bym wyłapał. Zażądałem skanu umowy i – god damn it – mieli rację! Ja, jeden z największych pisarzy w dziejach (proszę mi się nie uśmiechać z politowaniem!), mam pisać bloga. Dałem się zrobić w jajo jak małe dziecko. Zapłakałem.

Hmmm… W pierwszym wpisie miałem się przywitać, więc… Witajcie na blogu pana Forge’a, Drodzy Czytelnicy! Będziemy się tutaj widywać raz na parę tygodni, aczkolwiek mogę Wam szczerze obiecać, że będę się starał z tego wymigać wszelkimi możliwymi sposobami!

Cześć!

A. Forge

Moment frustracji.